Obróciłam się i leżałam teraz na brzuchu, rozmawiając przez telefon:
- Jane nie wiem co ubrać - jęknęłam. Dzisiaj jest piątek i skończyłam nie dawno lekcje. Dzisiaj pójdę na moją pierwszą imprezę tutaj.
- Czy będzie tam ktoś na kim chcesz zrobić wrażenie?
- To skomplikowane... - westchnęłam - ... podoba mi się, mamy tendencje wpadania na siebie, ale podoba się nie tylko mnie. Nie podam ci konkretnej liczby, ale jestem pewna jednej dziewczyny. Ona zrobi wszystko by dobrać mu się do tych cholernych spodni.
- Hej! Nie patrz na konkurencje! Spójrz na siebie. Vicky, skarbie zdobyłaś już największego playboya w Michigan. I rzuciłaś go w brawurowym stylu, pokazując pazurki. Tutaj też ci się uda. Wcześniej w twoim życiu mieszała Claudia. Jeśli teraz ktoś pojawi się na jej zastępstwo, trudno. Jednak wiem, że dasz sobie radę. Pokaż klasę, pazurki i seksapil!
- Tyle, że ja nawet nie wiem czy chce się pakować w kolejny związek.
- Kicia, tamten dupek na ciebie nie zasługiwał. Miał problem z utrzymaniem swojego małego w spodniach. Ale to nie znaczy, że każdy facet jest taki sam. Po za tym nie każe ci bawić się w związek, możesz się przecież bawić bez zobowiązań. Jeśli między wami wybuchnie chemia, iskierki i inne gówna to sami będziecie wiedzieć co robić... - uśmiechnęłam się. Porozmawiałyśmy jeszcze chwilę, po czym pożegnałyśmy się. Poszłam do łazienki i wzięłam prysznic. Wydepilowałam się i wysuszyłam włosy. Owinięta ręcznikiem wróciłam do swojego pokoju, gdzie ubrałam czystą seksowną bieliznę. Włączyłam muzykę i po chwili tańczyłam do piosenki "I like it". Odnalazłam czarny lakier i pomalowałam sobie paznokcie. Gdy tylko moje pazurki wyschły otworzyłam szafę i rzuciłam na łóżko czarne spodenki, krótki biały top z dekoltem w kształcie serca i do tego czarno-biała baseballówkę. Ubrałam się szybko w wybrane ciuchy i szczotką zaczęłam rozczesywać włosy. Na nogi ubrałam krótkie białe conversy i wróciłam się do łazienki, gdzie zrobiłam sobie makijaż. Zabrałam jeszcze z sypialni telefon, który wsunęłam to tylnej kieszeni spodenek i zbiegłam na dół. Po chwili dołączyły do mnie dziewczyny. Chichocząc wsiadłyśmy do samochodu. Ja - obok kierowcy, a Ariana zajęła miejsce z tyłu na samym środku. Opuściłam szybę i włączyłam radio, ciutkę pod głosiłam muzykę. Im bliżej byłyśmy miejsca, w którym odbywała się impreza, tym moje serce biło szybciej.
Gdy Gillies podjechała autem pod właściwy adres, dobrą chwilę zajęło nam znalezienie dobrego miejsca do zaparkowania. Wysiadłam z samochodu, z domu było słychać muzykę. Gdy weszliśmy do domu ludzie trzymali w dłoni pomarańczowe kubeczki i starali się rozmawiać. Część tańczyła, a inni znowu obściskiwali się po kątach. Ruszyłam za Arianą do ogrodu, gdzie stały beczki z piwem, które obsługiwali chłopacy ze szkolnej drużyny. Oczywiście wokół nich było pełno rozchichotanych dziewczyn, które śliniły się do nich i wdzięczyły na wszystkie sposoby. Rozejrzałam się w poszukiwaniu Ryana i poczułam ukłucie smutku, że nigdzie go nie widzę. Wzruszyłam ramionami i minęłam kilka tańczących par. Obok mnie pojawiła się Liz i obie czekałyśmy, aż nasza przyjaciółka przyniesie jakieś piwo, bo nie miałam zbytniej ochoty przedzierać się przez grupkę tych idiotek. Liz dała mi kuksańca w bok.
- Rozchmurz się ponuraku!
- Co? Ja... - nie dokończyłam bo przed nami zmaterializowała się Ari z trzema kubkami piwa. Wręczyła mi jeden.
- Pijemy! - stuknęłyśmy się kubkami i wzięłam solidny łyk piwa.
- Chłopacy mają zamiar się pojawić? - zapytałam wciąż skanując wzrokiem otoczenie.
- Mieli wpaść dopiero jak impreza się rozkręci. Czytaj, jak większość będzie rzygać po krzakach i bzykać się w każdym możliwym miejscu. - Roześmiałam się i wzięłam kolejny łyk alkoholu.
- Macie jakieś plany na weekend?
- Zamierzam leniuchować - posłałam jej pół uśmiech. Jednym uchem słuchałam rozmowy dziewczyn, które umawiały się na sobotnie zakupy. Robiłam właśnie kolejny łyk piwa, gdy go zobaczyłam. Tańczył z Jessicą, dziewczyna kręciła zalotnie biodrami co zostało zauważone przez kilku chłopaków.
- Vicky wszystko okey? - spojrzały w tą samą stronę co ja. Usłyszałam jak Ariana nazywa go dupkiem. Uśmiechnęłam się pod nosem i odwróciłam wzrok, natrafiając na spojrzenie jakiegoś bruneta. Trzymał ręce w kieszeni i patrzył wprost na mnie, odpowiadając coś trzem dziewczynom, które starały się zwrócić na siebie jego uwagę. Uśmiechnęłam się do niego, na co on odpowiedział tym samym i ruszył w moją stronę. W tym samym czasie zaczął lecieć kolejny utwór. Miałam ochotę zachichotać, gdy usłyszałam pierwsze słowa piosenki Christiny Aguilery -"Dirrty". Chłopak podszedł do nas i wciąż utrzymując kontakt wzrokowy zapytał.
- Zatańczysz? - bez słowa oddałam zaskoczonej Liz kubek i ujęłam jego wyciągniętą rękę. Dołączyliśmy do tańczących. Byliśmy tylko trzy pary dalej od Ryana i Jessiki. Zaczęliśmy tańczyć, nasze biodra ocierały się o siebie. W pewnym momencie poczułam na sobie czyjeś spojrzenie, zerknęłam w tamtą stronę i zobaczyłam, że Ryan wpatruje się we mnie z uniesioną brwią. Odwróciłam wzrok i kręcąc tyłkiem najseksowniej jak potrafiłam zjechałam w dół, robiąc sobie z chłopaka swoją prywatną rurę. Tańczyliśmy potem coraz odważniej. Czułam na sobie spojrzenie Rottmana. Gdy piosenka dobiegła końca, poczułam na ramieniu czyjąś dłoń. Odwróciłam się i napotkałam spojrzenie Ryana. Przyciąga mnie do siebie i przycisnął swoje biodra do moich. I zaczął się ruszać w rytm muzyki, nie pozostawiając mi nic innego jak odpowiedzieć mu tym samym. Nasunęłam dłonie na jego i wplatam swoje palce w jego. Cały czas utrzymujemy kontakt wzrokowy. W połowie piosenki, przesuwa nasze dłonie na mój tyłek. Przygryzam wargę i widzę jak jego spojrzenie staje się ciemniejsze. Gdy kończymy uśmiecham się do niego, staje na palcach i szepczę mu do ucha podziękowania, za najlepszy taniec tego wieczoru a potem odchodzę. Rozglądam się i znajduje swoje towarzyszki w miejscu, gdzie je zostawiłam. Ariana złapała mnie za rękę i pociągnęła w miejsce, gdzie nikt się jeszcze nie kręcił.
- Cholera, co to było? - zapytała patrząc na mnie szeroko otwartymi oczami. Poczułam, że zaczynam się rumienić.
- Co? My właśnie...
- Prawie, że pieprzyliście się spojrzeniami! - Liz zaczęła się teatralnie wachlować dłonią.
- To było, sama nie wiem.... po prostu wow! Nikt nie mógł oczu od was oderwać! A mina blond zdziry? Bezcenna!
- Dziewczyno jeśli wszyscy zastanawiali się czy masz jakieś szanse u Ryana, to właśnie dostali odpowiedź - Liz posłała mi szeroki znaczący uśmiech. Westchnęłam.
- To był tylko taniec, a wyobrażacie sobie ne wiadomo co.
- Mów co chcesz i tak ci nikt nie uwierzy. Nie po tym występie co daliście chwilę temu - Grande machnęła ręką w stronę bawiących się nastolatków.
- Chodźmy, muszę się napić - mruknęłam.
Impreza zdążyła się rozkręcić na dobre. Połowa imprezowiczów była już mocno wstawiona. Wszędzie walały się puste kubki i kilka razy byłam świadkiem jak ktoś kogoś obrzygał. Ohyda. Ruszyłam na poszukiwanie łazienki, modląc się w duchu żeby nie była przez kogoś zajęta. Z doświadczenia wiedziałam, że jak brakowało miejsca w salonie, a sypialnie były pozajmowane to łazienki też są oblegane przez pary. Wspięłam się po schodach, które prowadziły na pierwsze piętro. Korytarz był pusty. Ruszyłam przed siebie ale nagle czyjaś dłoń owinęła się wokół mojego nadgarstka. Ktoś szarpnął mną tak, że wpadłam na ścianę. Otworzyłam szeroko oczy, przede mną stał chłopak, z którym tańczyłam w ogrodzie. Otworzyłam już usta, żeby kazać mu się odpieprzyć, gdy on pocałował mnie i docisnął do ściany, żebym nie uciekła. Zaczęłam się miotać, starając się oswobodzić, nawet zaczęłam go gryźć, jednak jemu najwyraźniej się to podobało. Zaczęłam mocniej się szamotać i starać się go odepchnąć, gdy on zniknął. Zamrugałam i zobaczyłam jak Ryan trzyma go za koszulkę i jego pięść ląduje na twarzy mojego napastnika. Potem puścił go a ten upadł na podłogę i zarobił porządnego kopa. Zakryłam dłonią usta walcząc z mdłościami, które mnie ogarnęły. Rottman nachylił się i powiedział coś do ucha brunetowi. Ten pokiwał głową, jęcząc przeciągle z bólu. Mój wybawca prychnął i podszedł do mnie. Ujął moją twarz w dłonie i przyjrzał mi się.
- Wszystko w porządku?
- Tak, chyba tak. Dziękuję.. - wyszeptałam.
- Co robiłaś tutaj? Sama?
- Szukałam łazienki - Ryan uniósł jedna brew, po czym puścił moją twarz, chwycił mnie za rękę i pociągnął do drzwi, które były na końcu korytarza. Puścił moją dłoń i otworzył drzwi, wskazując gestem żebym weszła do środka.
- Poczekam tutaj na ciebie - mruknął. Weszłam do łazienki i zamknęłam za sobą drzwi. Zrobiłam to co miałam zrobić i szybko umyłam ręce. Gdy wyszłam, Ryan tak jak mówił, czekał na mnie oparty o przeciwległą ścianę z rękami założonymi na piersi. Stanęłam na przeciw niego i spojrzałam mu w oczy.
- Dziękuję ci jeszcze raz. Gdyby nie ty... - skrzywiłam się, na myśli, które pojawiły się w mojej głowie. Chłopak odsunął się od ściany i przysunął się do mnie. Położył mi dłoń na policzku i spojrzał w oczy. Spojrzałam na jego usta i przełknęłam ślinę. Jakaś siła, nakazywała mi go pocałować. Oblizałam usta i spojrzałam mu w oczy, które znowu były pociemniałe, z pożądania? Sama nie wiem. Stanęłam na palcach i niewiele myśląc.... Pocałowałam go. Mój mózg zarejestrował, że chłopak objął mnie w tali i przyciągnął mocniej do siebie. Zarzuciłam ręce na jego szyję, ten jednocześnie zaczął oddawać moje pocałunki. Jeśli wcześniej nie wiedziałam, co zrobić z Ryanem, to teraz miałam w głowie listę pomysłów.
***********************************************************************************
No i jest kolejny rozdział! :)
Przyznam się, ze przez długi, długi czas nie miałam pomysłu na ten rozdział, ale w końcu mnie coś oświeciło xd Postanowiłam trochę przyśpieszyć akcję :)
Pozdrawiam. Marcela ;3
piątek, 1 maja 2015
niedziela, 22 lutego 2015
Rozdział 7 - "Wywiad?!"
Szkoła. Uczniowie dzielą się na tych co lubią codziennie do niej chodzić, ale także na tych zaciętych przeciwników. Ja znajdowałam się pomiędzy. Siedzenie na lekcjach i potem odrabianie prac domowych? Koszmar! Jednak spędzanie wspólnie przerw z nowymi znajomymi to coś, co lubię. Słuchanie ich przekomarzań, wymiana wrażeń z danej lekcji. Czy śmianie się z czegoś śmiesznego co wydarzyło się w tym czy innym momencie. Jednak w tak dużej szkole jak ta, panuje szybki przekaz informacji. Zwłaszcza kiedy jesteś nowa i wszyscy zastanawiają się jaka jesteś. Dziś jest mój drugi dzień w tej szkole. Szłam korytarzem razem z Lizz, gdy zaczepiła nas jakaś dziewczyna. Moja nowa koleżanka, która z dnia na dzień awansuje powoli na miano przyjaciółki zesztywniała:
- Co chcesz? - zapytała lodowatym tonem. Nieznajoma, zignorowała pytanie i otaksowała mnie wzrokiem od góry do dołu. Miałam na sobie jeansy, t-shirt i trampki. Moje włosy były puszczone na ramiona. Dzisiaj postawiłam na wygodę!
- To ty jesteś ta nowa... - stwierdziła:
- Odpieprz się od niej Nicole... - nie bez powodu Lizz tak reaguje na te dziewczynę. Po za tym, w tej całej Nikole jest coś... co sprawia, że czuję do niej niechęć:
- Jak długo zamierzasz jeszcze kłapać tym jęzorem? - warknęła Nikole i wskazała na mnie - Ona jest nowa. Wszyscy chcą się o niej czegoś dowiedzieć. A jako, że jestem redaktor naczelna naszej szkolnej gazetki pomyślałam, że można by przeprowadzić...wywiad...
- Nie tylko ona jest nowa. Z żadnym z nowych uczniów nie przeprowadzałaś wywiadu!
- No i co z tego? Potrzebuje wprowadzić coś świeżego, a ona jest nowa... - moja koleżanko-przyjaciółka warknęła tylko i złapała mnie za rękę odciągając od Nicole. Lizz zaciągnęła mnie do łazienki gdzie spojrzała na mnie uważnie, po czym westchnęła:
- Powinnam uprzedzić cie już o tym wczoraj kiedy opowiedziałaś nam o tym całym wydarzeniu na biologii. Dziewczyna, której podpadłaś nazywa się Jessica Wood. Ma bogatego tatusia i myśli, ze wszystko jej wolno. Ma wianuszek koleżaneczek, które są wpatrzone w nią jak w obrazek. Jeśli chodzi o chłopaków, to najbardziej podoba się jej Ryan. Jednak nigdy nie udało się go zdobyć, więc jest bardzo zdesperowana w tej kwestii...
- A ta dziewczyna z korytarza? Nicole?
- Najbliższa przyjaciółka Jessiki. Jest redaktor naczelna naszej szkolnej gazetki... -dziewczyna zaczęła coś grzebać w torbie, po czym rzuciła do mnie gazetę - Szmatławiec, ale znajdziesz tam wszystko.... no prawie wszystko. A i jeszcze jedno. Plotki tutaj rozchodzą się szybciej niż myślisz.. - zadzwonił dzwonek na lekcje. Wybiegłyśmy z łazienki i każda z nas ruszyła biegiem do klasy, w której miała zajęcia.
Gdy podczas jednej z przerw szłam korytarzem wpadłam na Avana:
- Słyszałem, że zaproponowano ci wywiad do szkolnej gazetki...
- Aaaaa to. Raczej nie skorzystam.. - skrzywiłam się:
- Tak czy siak ten artykuł powstanie....
- Co? - zapytałam zdziwiona. Jak to artykuł powstanie?!
- Tak to. Po prostu będziesz na celowniku i Nicole będzie węszyć na twój temat.Nie wiem co Lizz ci doradziła, ale na twoim miejscu poszedłbym dobrowolnie. Zabrał kilka osób jako świadków i wszystko nagrywał w razie gdyby komuś zachciało się zemsty... - wzruszył ramionami:
- Poszedł być ze mną? - zapytywałam z nadzieją w głosie - I reszta? Może i masz racje. Jeśli przeprowadzi ze mną wywiad wyjdzie na to jakbym nie miała nic do ukrycia, a tak napisze jakieś świństwo..
- Czemu nie.. - uśmiechnął się do mnie -... radzę ci przejrzeć naszą szkolną gazetkę i zobacz co w niej jest. I przygotuj się na kilka krępujących pytań. Nawet na te intymne... - zaśmiał się widząc moja minę:
- Ha, ha, ha! - powiedziałam ironicznie - Bardzo śmieszne...
Lunch. Razem ze swoją tacą usiadłam przy naszym stoliku. Wszyscy rozmawiali o czymś zawzięcie. Po minie Lizz widziałam, że nie jest z czegoś zbytnio zadowolona:
- O czym tak debatujecie?
- O twoim udziale w wywiadzie - odparła Gillies - Avan ma rację, że nawet jeśli nie udzielisz wywiadu Nicole to ta i tak coś napisze. Jestem pewna, że za tym wywiadem stoi coś jeszcze. I to będzie przykra niespodzianka.
- Zwłaszcza, że sprawa jest poważna. Victoria poznała Ryana, a Jessica jest o niego zazdrosna - stwierdził Leon. Spojrzałam na nich z uniesionymi brwiami:
- Hej! A co ma do mojego wywiadu sprawa "O mój Boże Ryan nie chce się ze mną bzykać"? - moi nowi znajomi wybuchnęli śmiechem. Avan szturchnął mnie delikatnie w bok łokciem.
- Ktoś tu ma cięty języczek - uśmiechnął się szeroko, na co ja wzruszyłam ramionami i stwierdziłam.
- Po prostu nie rozumiem o co to całe halo z Ryanem. Gadaliśmy ze sobą raz, czy dwa i tyle. Nie rozumiem tego całego zamieszania... - zaczęłam jeść swoją sałatkę. Naprawdę, zaczynałam się gubić.
- Ryan jest jednym z najprzystojniejszych chłopaków w tej szkole. I jak pewnie się domyślasz cała drużyna cheerleaderek szaleje na jego punkcie. Gdyby tylko mogły rzuciłyby w niego swoimi majtkami, ale my tu teraz nie o tym.. - potrząsnęła głową - ..chodzi o to, że Jessica źle znosi odmowę. Wiele razy próbowała poderwać Ryana, ale zawsze kończyło się to sromotną klęska i teraz jest cholernie zdesperowana by go usidlić. A ty już jej nadepnęłaś na odcisk, a jeszcze to, że rozmawiałaś z Ryanem... - na koniec wzruszyła tylko ramionami. Wyprostowałam się na krześle i spojrzałam na każdego z nich:
- Czyli mam przestać sie do niego odzywać?
- Tego nie powiedziałam. Chodzi tylko o to, że Jessica będzie chciała ci uprzykrzyć życie. A on jest z jednym z powodów - Ariana posłała mi smutny uśmiech. Zaczęłam dłubać widelcem w swojej sałatce. Gdy godzina lunchu zaczynała się kończyć, zgodnie wstaliśmy od stolika. Poczułam, że telefon zaczyna mi wibrować w kieszeni.l Wyciągnęłam go i zaczęłam czytać esemesa od mamy. Nagle poczułam, że wpadam na kogoś i odbijam się, jednak przed upadkiem ochroniły mnie czyjeś silne ręce, które objęły mnie w tali. Instynktownie położyłam dłonie na klatce piersiowej i spojrzałam w górę i ujrzałam uśmiechniętego Ryana. Zdezorientowana spojrzałam zza jego ramienia i ujrzałam morderczy wzrok Jessiki, która po chwili okręciła się na piecie i dołączyła do swoich przyjaciółek i z podniesioną głową wyszła ze stołówki. Odsunęłam się od Ryana. Porozmawialiśmy chwilę po czym każdy poszedł w swoją stronę. Gdy weszłam do klasy Wood, patrzyła na mnie wzrokiem, od którego powinnam już dawno leżeć na podłodze w kałuży krwi. Zignorowałam ją i zajęłam swoje miejsce. Zaczęłam bazgrać jakiś rysunek na marginesie zeszytu i marzyłam, żeby wrócić do domu i położyć się spać...
***********************************************************************************
Na początek może zacznę od tego, że niestety ale zaniedbałam bloga :/
Za co przepraszam. Niestety doskwierał mi brak weny i czasu. Jestem w 3 gimnazjum i wiecie, testy i tak dalej ;c
Jednak teraz mam ferie i udało mi sie coś wyskrobać dla was :)
Mam nadzieję, że wybaczycie mi kolejną długą nieobecność. Postaram się nadrobić wasze blogi :)
- Co chcesz? - zapytała lodowatym tonem. Nieznajoma, zignorowała pytanie i otaksowała mnie wzrokiem od góry do dołu. Miałam na sobie jeansy, t-shirt i trampki. Moje włosy były puszczone na ramiona. Dzisiaj postawiłam na wygodę!
- To ty jesteś ta nowa... - stwierdziła:
- Odpieprz się od niej Nicole... - nie bez powodu Lizz tak reaguje na te dziewczynę. Po za tym, w tej całej Nikole jest coś... co sprawia, że czuję do niej niechęć:
- Jak długo zamierzasz jeszcze kłapać tym jęzorem? - warknęła Nikole i wskazała na mnie - Ona jest nowa. Wszyscy chcą się o niej czegoś dowiedzieć. A jako, że jestem redaktor naczelna naszej szkolnej gazetki pomyślałam, że można by przeprowadzić...wywiad...
- Nie tylko ona jest nowa. Z żadnym z nowych uczniów nie przeprowadzałaś wywiadu!
- No i co z tego? Potrzebuje wprowadzić coś świeżego, a ona jest nowa... - moja koleżanko-przyjaciółka warknęła tylko i złapała mnie za rękę odciągając od Nicole. Lizz zaciągnęła mnie do łazienki gdzie spojrzała na mnie uważnie, po czym westchnęła:
- Powinnam uprzedzić cie już o tym wczoraj kiedy opowiedziałaś nam o tym całym wydarzeniu na biologii. Dziewczyna, której podpadłaś nazywa się Jessica Wood. Ma bogatego tatusia i myśli, ze wszystko jej wolno. Ma wianuszek koleżaneczek, które są wpatrzone w nią jak w obrazek. Jeśli chodzi o chłopaków, to najbardziej podoba się jej Ryan. Jednak nigdy nie udało się go zdobyć, więc jest bardzo zdesperowana w tej kwestii...
- A ta dziewczyna z korytarza? Nicole?
- Najbliższa przyjaciółka Jessiki. Jest redaktor naczelna naszej szkolnej gazetki... -dziewczyna zaczęła coś grzebać w torbie, po czym rzuciła do mnie gazetę - Szmatławiec, ale znajdziesz tam wszystko.... no prawie wszystko. A i jeszcze jedno. Plotki tutaj rozchodzą się szybciej niż myślisz.. - zadzwonił dzwonek na lekcje. Wybiegłyśmy z łazienki i każda z nas ruszyła biegiem do klasy, w której miała zajęcia.
Gdy podczas jednej z przerw szłam korytarzem wpadłam na Avana:
- Słyszałem, że zaproponowano ci wywiad do szkolnej gazetki...
- Aaaaa to. Raczej nie skorzystam.. - skrzywiłam się:
- Tak czy siak ten artykuł powstanie....
- Co? - zapytałam zdziwiona. Jak to artykuł powstanie?!
- Tak to. Po prostu będziesz na celowniku i Nicole będzie węszyć na twój temat.Nie wiem co Lizz ci doradziła, ale na twoim miejscu poszedłbym dobrowolnie. Zabrał kilka osób jako świadków i wszystko nagrywał w razie gdyby komuś zachciało się zemsty... - wzruszył ramionami:
- Poszedł być ze mną? - zapytywałam z nadzieją w głosie - I reszta? Może i masz racje. Jeśli przeprowadzi ze mną wywiad wyjdzie na to jakbym nie miała nic do ukrycia, a tak napisze jakieś świństwo..
- Czemu nie.. - uśmiechnął się do mnie -... radzę ci przejrzeć naszą szkolną gazetkę i zobacz co w niej jest. I przygotuj się na kilka krępujących pytań. Nawet na te intymne... - zaśmiał się widząc moja minę:
- Ha, ha, ha! - powiedziałam ironicznie - Bardzo śmieszne...
Lunch. Razem ze swoją tacą usiadłam przy naszym stoliku. Wszyscy rozmawiali o czymś zawzięcie. Po minie Lizz widziałam, że nie jest z czegoś zbytnio zadowolona:
- O czym tak debatujecie?
- O twoim udziale w wywiadzie - odparła Gillies - Avan ma rację, że nawet jeśli nie udzielisz wywiadu Nicole to ta i tak coś napisze. Jestem pewna, że za tym wywiadem stoi coś jeszcze. I to będzie przykra niespodzianka.
- Zwłaszcza, że sprawa jest poważna. Victoria poznała Ryana, a Jessica jest o niego zazdrosna - stwierdził Leon. Spojrzałam na nich z uniesionymi brwiami:
- Hej! A co ma do mojego wywiadu sprawa "O mój Boże Ryan nie chce się ze mną bzykać"? - moi nowi znajomi wybuchnęli śmiechem. Avan szturchnął mnie delikatnie w bok łokciem.
- Ktoś tu ma cięty języczek - uśmiechnął się szeroko, na co ja wzruszyłam ramionami i stwierdziłam.
- Po prostu nie rozumiem o co to całe halo z Ryanem. Gadaliśmy ze sobą raz, czy dwa i tyle. Nie rozumiem tego całego zamieszania... - zaczęłam jeść swoją sałatkę. Naprawdę, zaczynałam się gubić.
- Ryan jest jednym z najprzystojniejszych chłopaków w tej szkole. I jak pewnie się domyślasz cała drużyna cheerleaderek szaleje na jego punkcie. Gdyby tylko mogły rzuciłyby w niego swoimi majtkami, ale my tu teraz nie o tym.. - potrząsnęła głową - ..chodzi o to, że Jessica źle znosi odmowę. Wiele razy próbowała poderwać Ryana, ale zawsze kończyło się to sromotną klęska i teraz jest cholernie zdesperowana by go usidlić. A ty już jej nadepnęłaś na odcisk, a jeszcze to, że rozmawiałaś z Ryanem... - na koniec wzruszyła tylko ramionami. Wyprostowałam się na krześle i spojrzałam na każdego z nich:
- Czyli mam przestać sie do niego odzywać?
- Tego nie powiedziałam. Chodzi tylko o to, że Jessica będzie chciała ci uprzykrzyć życie. A on jest z jednym z powodów - Ariana posłała mi smutny uśmiech. Zaczęłam dłubać widelcem w swojej sałatce. Gdy godzina lunchu zaczynała się kończyć, zgodnie wstaliśmy od stolika. Poczułam, że telefon zaczyna mi wibrować w kieszeni.l Wyciągnęłam go i zaczęłam czytać esemesa od mamy. Nagle poczułam, że wpadam na kogoś i odbijam się, jednak przed upadkiem ochroniły mnie czyjeś silne ręce, które objęły mnie w tali. Instynktownie położyłam dłonie na klatce piersiowej i spojrzałam w górę i ujrzałam uśmiechniętego Ryana. Zdezorientowana spojrzałam zza jego ramienia i ujrzałam morderczy wzrok Jessiki, która po chwili okręciła się na piecie i dołączyła do swoich przyjaciółek i z podniesioną głową wyszła ze stołówki. Odsunęłam się od Ryana. Porozmawialiśmy chwilę po czym każdy poszedł w swoją stronę. Gdy weszłam do klasy Wood, patrzyła na mnie wzrokiem, od którego powinnam już dawno leżeć na podłodze w kałuży krwi. Zignorowałam ją i zajęłam swoje miejsce. Zaczęłam bazgrać jakiś rysunek na marginesie zeszytu i marzyłam, żeby wrócić do domu i położyć się spać...
***********************************************************************************
Na początek może zacznę od tego, że niestety ale zaniedbałam bloga :/
Za co przepraszam. Niestety doskwierał mi brak weny i czasu. Jestem w 3 gimnazjum i wiecie, testy i tak dalej ;c
Jednak teraz mam ferie i udało mi sie coś wyskrobać dla was :)
Mam nadzieję, że wybaczycie mi kolejną długą nieobecność. Postaram się nadrobić wasze blogi :)
niedziela, 10 sierpnia 2014
Rozdział 6 - "Nowa szkoła = nowi wrogowie"
Było mi tak dobrze! Jednak ktoś mocno szarpał mnie za ramię, próbując wyrwać mnie z tego błogiego stanu:
- Mamo jeszcze trochę... - wymamrotałam i mocniej przytuliłam się do poduszki:
- Wstawaj bo się spóźnimy! - Lizz krzyknęła mi do ucha. Poderwałam się i momentalnie wyskoczyłam z łóżka. Wybiegłam z sypialni i wpadłam do łazienki niczym torpeda. Zrobiłam szybko poranną toaletę po czym wróciłam do swojego pokoju. Lizz już w nim nie było. Otworzyłam szafę i omiotłam ja gorączkowym spojrzeniem. Dlaczego nie naszykowałam sobie ciuchów już wczoraj? Wybrałam czerwoną rozkloszowaną spódniczkę i krótki czarny top. Włosy rozczesałam i puściłam luźno na ramiona. Wytuszowałam rzęsy i pomalowałam usta błyszczykiem. Na nogi ubrałam szpilki, zabrałam swoją torebkę i wybiegłam z pokoju. W kuchni czekała na mnie dziewczyna:
- Trzymaj drugie śniadanie.. - podała mi kanapki. Wrzuciłam je do torebki i obie wyszłyśmy do garażu, gdzie wsiadłyśmy w samochód i pojechałyśmy do szkoły. Po jakiś dziesięciu minutach zatrzymujemy się na parkingu szkolnym gdzie panuje niezwykły tłok.
Razem z Lizz kierujemy się w stronę drzwi wejściowych. Jestem trochę poddenerwowana ale i podekscytowana. Nowa szkoła, nowi ludzie i czysta karta. Będę pracować od nowa na swoja reputację. Poznam nowych ludzi i zaprzyjaźnię się z paroma osobami, ale na pewno nazbieram nowych wrogów. Tak się zamyśliłam, że odłączyłam się od swojej nowej kumpeli. Świetnie, jeszcze mi tego teraz brakowało. Pozwalam się ponieść tłumowi i gdy widzę drzwi z napisem "SEKRETARIAT" odłączam się od tłumu. Sekretarka jest zawalona robotą papierkową. Obrzuca mnie szybkim spojrzeniem:
- Słucham?
- Nazywam się Victoria Justice. Jestem na wymianie uczniowskiej i dzisiaj jest mój pierwszy dzień w tej szkole... - kobieta nabazgrała coś na kartce i podała mi ją:
- Tutaj masz na kartce numer klasy. Czeka tam na ciebie jeden z nauczycieli, który wprowadzi cie w życie szkoły... - bąknęłam podziękowania i wyszłam. Zaczęłam się przeciskać pod prąd w ludzkiej masie. Wreszcie udało mi się odnaleźć odpowiednia salę. Czekała tam na mnie nauczycielka w średnim wieku, ubrana na luzie tak sportowo. Poczułam, że dobrze się z nią dogadam i będzie jedną z moich ulubionych nauczycielek. Przedstawiła się jako Marie Smith. Uczy historii sztuki i prowadzi kółko teatralne. Rozglądam się po klasie i dostrzegam jeszcze dwóch innych uczniów. Przedstawili mi się nieśmiało. Jak się okazało są z Korei.Nauczycielka zapoznaje nas z obowiązkami i zasadami szkoły. Lekcje trwają tutaj do godziny trzeciej. Mamy też do wyboru różne kółka: chór, teatr, sport, gazetka szkolna, kurs prowadzenia debaty, fotografowanie i filmowanie. Kobieta wręcza nam również plan lekcji. Wychodzę z klasy i czuję jak mój mózg zaczyna skwierczeć od nadmiaru informacji. Rzucam okiem na plan i kieruje się w stronę klasy. Korytarz jest opustoszały, więc idę powoli studiując swój plan. Za jakieś pięć minut zadzwoni dzwonek oznajmiając koniec lekcji więc kieruje się w stronę klasy gdzie mam mieć angielski. Nagle z kimś się zderzyłam:
- Przepraszam! - wymamrotałam. Spojrzałam na chłopaka, na którego wpadłam. Dopiero po kilku sekundach mój mózg przypomniał sobie jak zamyka się usta:
- Nic się nie stało. Mam na imię Ryan:
- Victoria... - uśmiechnęłam się delikatnie:
- Jakoś wcześniej cię tu nie widziałem...
- To mój pierwszy dzień tutaj. Jestem nowa...
- Co masz mieć teraz?
- Angielski, a ty?
- Fizykę..
- Och...
- Wiesz, pogadamy potem okey? Znajdziemy się jakoś bo teraz muszę lecieć... - wyminął mnie i ruszył przed siebie:
- Cześć... -wymamrotałam i nie odwracając się za nim ruszyłam pod klasę.
Część lekcji minęła mi bez komplikacji. Poznałam klasę, z którą mam chodzić na lekcje. Właśnie siedzę w ławce i mam właśnie biologię. Mój nowy nauczyciel od tego przedmiotu nazywa się Christopher Galvin. Robię dokładne notatki. W pewnym momencie, mężczyzna znika za drzwiami prowadzącymi do składzika, by po chwili wrócić z dużym akwarium wypełnionym...żabami? W klasie zapanował chór dziewczęcych jęków i śmiech chłopaków:
- Jako, że sama teoria się wam do niczego nie przyda zabawimy się z żabami! - tym razem chłopacy wydali okrzyk zachwytu. Gdy tylko ucichli jakaś dziewczyna zapytała:
- Profesorze, chyba nie będziemy ich... kroić? - ostatnie słowo przerodziło się w jęk:
- Dokładną anatomię żaby będziemy przerabiać jutro. Dzisiaj rozdam wam je tylko na chwilę byście mogli im się przyjrzeć... - wstawaliśmy pojedynczo i podchodziliśmy do stoiska nauczyciela, skąd wyciągaliśmy żaby. Gdy wyciągnęłam swoją obróciłam się i ruszyłam w stronę swojej ławki. Nagle moja żaba wyrwała się z uścisku i wskoczyła blondynce, która siedziała najbliżej za bluzkę. No cóż, to jest wada dużego dekoltu. Blondynka zaczęła piszczeć i machać chaotycznie rękami. Zafundowałam darmową rozrywkę nowym kolegom:
- Nie stój tak tylko coś zrób do cholery! - wydarła się histerycznie. Spojrzałam błagalnie na nauczyciela, który tak samo jak ja nie wiedział co zrobić:
- Przecież nie włożę ci ręki pod bluzkę!
- Zrobiłaś to specjalnie! - wrzasnęła i wyskoczyła z ławki i zaczęła skakać. Żaba wyleciała spod jej bluzki. Ukucnęłam i złapałam ja szybko by dziewczyna jej nie rozdeptała. Oddałam szybko ją nauczycielowi i usiadłam w ławce. A już myślałam, że obejdzie się bez kompromitacji. Reszta lekcji przebiegła mi na odliczaniu czasu do przerwy. Gdy tylko zadzwonił dzwonek wrzuciłam do torebki zeszyt i piórnik. Wyciągnęłam butelkę wody, odkręciłam ją i ruszyłam w stronę wyjścia. Przede mną szła ta dziewczyna, której moja żaba wskoczyła za koszulkę. Nagle ona się odwróciła, a ktoś za mną mnie szturchnął i cześc wody z butelki chlusnęła na jej twarz. Przez co makijaż zaczął spływać:
- Nienawidzę cię! Ty.. ty!
- Co się dzieje? - nauczyciel do nas podszedł:
- Oblała mnie wodą!
- To był wypadek! Ktoś mnie popchnął gdy chciałam się napić wychodząc do wyjścia! Ona się w tym momencie obróciła i teraz jest tego efekt!
- Za karę zostajesz po lekcjach! Będziesz pomagać woźnemu.. - nabazgrał coś szybko na jakieś kartce i wręczył mi ją... - jęknęłam i wyszłam. Czy ten dzień może być jeszcze gorszy? W tym momencie na korytarzu spotkałam Lizz z jakąś czerwonowłosą dziewczyną:
- Vicky! Tutaj jesteś! Poznaj proszę Arianę, moja przyjaciółkę. Ari to jest Victoria moja nowa przyjaciółka i współlokatorka...
- Hej...
- Co to? - zapytała Ariana, wskazując na kartkę:
- Muszę zostać po lekcjach...
- Za co?! - opowiedziałam im całe zdarzenie z żabą i wodą. Skierowałyśmy się w stronę klasy gdzie miałam następną lekcję. Zostałam pocieszona i obie zdeklarowały się mi pomóc jak tylko woźny przydzieli mi zadanie do wykonania. Pożegnałyśmy się, gdy zadzwonił dzwonek....
Po lekcjach ruszyłam na poszukiwania woźnego. Zadanie to wydawało mi się zaskakująco łatwe, jednak okazało się trudne. Nie było go w składziku, za szkoła i obeszłam już korytarze szkolne. W pewnym momencie wpadłam na niego przy sekretariacie:
- Dzień Dobry! Właśnie pana szukałam! - podałam mu kartkę. Mężczyzna mruknął coś pod nosem i pomaszerował przed siebie. Wzruszyłam ramionami i podreptałam za nim, niczym wierny pies. Wyciągnął ze składzika wiadro z wodą, dał m szmatę, szczotkę i mopa. I jeszcze jakiś płyn:
- Musisz wyczyścić salkę teatralną... - poinformował mnie i poszedł sobie zostawiając mnie sama z tym wszystkim. Napisałam szybkiego esemesa do Gillies gdzie jestem i co muszę zrobić. Minęła może chwila gdy zza zakrętu wyłonił się Ryan. Na mój widok takiej obładowanej, przystanął i zmierzył mnie wzrokiem od stóp do głów:
- Mam karę.. - odpowiedziałam na jego nieme pytanie:
- Masz stać i pozwać z tym wszystkim? - zapytał, uśmiechając się leniwie pod nosem:
- Póki nie przyjdą dziewczyny mi pomóc to wszystko zabrać, będę tu stać i ćwiczyć do najbliższego konkursu pod tytułem "Miss Mopa 2014" - odparłam. Rozśmieszyłam go:
- Z chęcią bym ci pomógł, ale śpieszy mi się trochę... - nie wiedząc co na to powiedzieć, uśmiechnęłam się tylko. Pomachał mi i poszedł przed siebie. Po chwili dziewczyny przyszły i zabrały ode mnie część tego wszystkiego:
- Chłopaki już na nas czekają.. - powiedziała Lizz:
- Kto?
- Avan, Matt i Leon. Za chwilę ich poznasz... - weszłyśmy do pomieszczenia, gdzie na scenie wygłupiała się trójka chłopaków. Gdy podeszłyśmy bliżej zaczęła się prezentacja:
- Chłopcy, poznajcie Victorię - wskazała na mnie - Vicky poznaj proszę od lewej jest Avan..
- Hejka..
- Potem jest Matt.. - chłopak w okularach posłał mi tylko przyjacielski uśmiech - .. a to Leon...
Sprzątaliśmy już od godziny i końca nie było widać. Myłam właśnie podłogę gdy usłyszałam jak Matt kłóci się z Arianą:
- Daj mi ten telefon! - krzyczała goniąc chłopaka. Oderwałam wzrok od podłogi, którą myłam i przyjrzałam się całemu zajściu:
- Nie!
- Daj mi!
- Niech się zastanowię.... Nie!
- Daj mi mówię! Której części "daj mi" nie rozumiesz?! - Matt przebiegał właśnie bok mnie, kiedy przez przypadek wystawiłam stopę, o którą się potknął. Czerwonowłosa posłała mi szeroki uśmiech i zabrała swój telefon. Puściłam jej perskie oko i wróciłam jak gdyby nic do szorowania podłogi:
- Co jest? Nie potrafimy przejść prostego odcinka drogi? - zaśmiał się Leon.:
- Tsaaa.... zwłaszcza, gdy ktoś podkłada ci nogi.. - poczułam na swoich plecach jego wzrok. Gdy skończyłam myć, odłożyłam wiaderko i usiadłam pod sceną. Reszta tak samo jak ja zrobiła sobie przerwę:
- Dzięki, że mi pomagacie...
- Nie ma sprawy. Od czego są przyjaciele... - nagle w pokoju rozbrzmiał dzwonek, dzwoniącej komórki:
- Och! Moja bunia dzwoni! - dziewczyna wskoczyła na scenę i przez przypadek strąciła wiaderko z brudną wodą, które zleciało na moją głowę. Spódniczka przykleiła mi się do nóg, a bluzka do klatki piersiowej:
- Dzięki! - wszyscy zaczęli się ze mnie śmiać. Przetarłam twarz dłońmi, ale to za wiele nie pomogło - I tak oto awansowałam z konkursu "Miss Mopa 2014" do "Miss mokrego podkoszulka 2014" - gdy Grande wróciła zaczęła mnie przepraszać. I wtedy odezwał sie Avan:
- Sorry, że zmieniam temat...
- Za co jestem ci dozgonnie wdzięczna... -przerwałam mu:
- ale nie lubię starszych pań....
- Czemu?- zdziwiłam się:
- Stoją pod blokiem godzinami, ale jak jedziesz z nimi autobusem to nawet pięciu minut nie ustoją!
- Coś w tym jest.. - mruknął Leon. Reszta tylko przytaknęła twierdząco. Postanowiliśmy wrócić do pracy i wrócić do domu.
***********************************************************************************
Rozdział pojawia się wcześniej, ponieważ jutro jadę na wakacje do babci na parę dni i nwm czy będę mieć tam internet :C A nawet jeśli to będę siedzieć na WIFI w telefonie i za bardzo nic nie napiszę:C
Dziękuję za wasze ostanie komentarze pod ostatnią notką :*
Kocham was!! <3
Marcela ;3
- Mamo jeszcze trochę... - wymamrotałam i mocniej przytuliłam się do poduszki:
- Wstawaj bo się spóźnimy! - Lizz krzyknęła mi do ucha. Poderwałam się i momentalnie wyskoczyłam z łóżka. Wybiegłam z sypialni i wpadłam do łazienki niczym torpeda. Zrobiłam szybko poranną toaletę po czym wróciłam do swojego pokoju. Lizz już w nim nie było. Otworzyłam szafę i omiotłam ja gorączkowym spojrzeniem. Dlaczego nie naszykowałam sobie ciuchów już wczoraj? Wybrałam czerwoną rozkloszowaną spódniczkę i krótki czarny top. Włosy rozczesałam i puściłam luźno na ramiona. Wytuszowałam rzęsy i pomalowałam usta błyszczykiem. Na nogi ubrałam szpilki, zabrałam swoją torebkę i wybiegłam z pokoju. W kuchni czekała na mnie dziewczyna:
- Trzymaj drugie śniadanie.. - podała mi kanapki. Wrzuciłam je do torebki i obie wyszłyśmy do garażu, gdzie wsiadłyśmy w samochód i pojechałyśmy do szkoły. Po jakiś dziesięciu minutach zatrzymujemy się na parkingu szkolnym gdzie panuje niezwykły tłok.
Razem z Lizz kierujemy się w stronę drzwi wejściowych. Jestem trochę poddenerwowana ale i podekscytowana. Nowa szkoła, nowi ludzie i czysta karta. Będę pracować od nowa na swoja reputację. Poznam nowych ludzi i zaprzyjaźnię się z paroma osobami, ale na pewno nazbieram nowych wrogów. Tak się zamyśliłam, że odłączyłam się od swojej nowej kumpeli. Świetnie, jeszcze mi tego teraz brakowało. Pozwalam się ponieść tłumowi i gdy widzę drzwi z napisem "SEKRETARIAT" odłączam się od tłumu. Sekretarka jest zawalona robotą papierkową. Obrzuca mnie szybkim spojrzeniem:
- Słucham?
- Nazywam się Victoria Justice. Jestem na wymianie uczniowskiej i dzisiaj jest mój pierwszy dzień w tej szkole... - kobieta nabazgrała coś na kartce i podała mi ją:
- Tutaj masz na kartce numer klasy. Czeka tam na ciebie jeden z nauczycieli, który wprowadzi cie w życie szkoły... - bąknęłam podziękowania i wyszłam. Zaczęłam się przeciskać pod prąd w ludzkiej masie. Wreszcie udało mi się odnaleźć odpowiednia salę. Czekała tam na mnie nauczycielka w średnim wieku, ubrana na luzie tak sportowo. Poczułam, że dobrze się z nią dogadam i będzie jedną z moich ulubionych nauczycielek. Przedstawiła się jako Marie Smith. Uczy historii sztuki i prowadzi kółko teatralne. Rozglądam się po klasie i dostrzegam jeszcze dwóch innych uczniów. Przedstawili mi się nieśmiało. Jak się okazało są z Korei.Nauczycielka zapoznaje nas z obowiązkami i zasadami szkoły. Lekcje trwają tutaj do godziny trzeciej. Mamy też do wyboru różne kółka: chór, teatr, sport, gazetka szkolna, kurs prowadzenia debaty, fotografowanie i filmowanie. Kobieta wręcza nam również plan lekcji. Wychodzę z klasy i czuję jak mój mózg zaczyna skwierczeć od nadmiaru informacji. Rzucam okiem na plan i kieruje się w stronę klasy. Korytarz jest opustoszały, więc idę powoli studiując swój plan. Za jakieś pięć minut zadzwoni dzwonek oznajmiając koniec lekcji więc kieruje się w stronę klasy gdzie mam mieć angielski. Nagle z kimś się zderzyłam:
- Przepraszam! - wymamrotałam. Spojrzałam na chłopaka, na którego wpadłam. Dopiero po kilku sekundach mój mózg przypomniał sobie jak zamyka się usta:
- Nic się nie stało. Mam na imię Ryan:
- Victoria... - uśmiechnęłam się delikatnie:
- Jakoś wcześniej cię tu nie widziałem...
- To mój pierwszy dzień tutaj. Jestem nowa...
- Co masz mieć teraz?
- Angielski, a ty?
- Fizykę..
- Och...
- Wiesz, pogadamy potem okey? Znajdziemy się jakoś bo teraz muszę lecieć... - wyminął mnie i ruszył przed siebie:
- Cześć... -wymamrotałam i nie odwracając się za nim ruszyłam pod klasę.
Część lekcji minęła mi bez komplikacji. Poznałam klasę, z którą mam chodzić na lekcje. Właśnie siedzę w ławce i mam właśnie biologię. Mój nowy nauczyciel od tego przedmiotu nazywa się Christopher Galvin. Robię dokładne notatki. W pewnym momencie, mężczyzna znika za drzwiami prowadzącymi do składzika, by po chwili wrócić z dużym akwarium wypełnionym...żabami? W klasie zapanował chór dziewczęcych jęków i śmiech chłopaków:
- Jako, że sama teoria się wam do niczego nie przyda zabawimy się z żabami! - tym razem chłopacy wydali okrzyk zachwytu. Gdy tylko ucichli jakaś dziewczyna zapytała:
- Profesorze, chyba nie będziemy ich... kroić? - ostatnie słowo przerodziło się w jęk:
- Dokładną anatomię żaby będziemy przerabiać jutro. Dzisiaj rozdam wam je tylko na chwilę byście mogli im się przyjrzeć... - wstawaliśmy pojedynczo i podchodziliśmy do stoiska nauczyciela, skąd wyciągaliśmy żaby. Gdy wyciągnęłam swoją obróciłam się i ruszyłam w stronę swojej ławki. Nagle moja żaba wyrwała się z uścisku i wskoczyła blondynce, która siedziała najbliżej za bluzkę. No cóż, to jest wada dużego dekoltu. Blondynka zaczęła piszczeć i machać chaotycznie rękami. Zafundowałam darmową rozrywkę nowym kolegom:
- Nie stój tak tylko coś zrób do cholery! - wydarła się histerycznie. Spojrzałam błagalnie na nauczyciela, który tak samo jak ja nie wiedział co zrobić:
- Przecież nie włożę ci ręki pod bluzkę!
- Zrobiłaś to specjalnie! - wrzasnęła i wyskoczyła z ławki i zaczęła skakać. Żaba wyleciała spod jej bluzki. Ukucnęłam i złapałam ja szybko by dziewczyna jej nie rozdeptała. Oddałam szybko ją nauczycielowi i usiadłam w ławce. A już myślałam, że obejdzie się bez kompromitacji. Reszta lekcji przebiegła mi na odliczaniu czasu do przerwy. Gdy tylko zadzwonił dzwonek wrzuciłam do torebki zeszyt i piórnik. Wyciągnęłam butelkę wody, odkręciłam ją i ruszyłam w stronę wyjścia. Przede mną szła ta dziewczyna, której moja żaba wskoczyła za koszulkę. Nagle ona się odwróciła, a ktoś za mną mnie szturchnął i cześc wody z butelki chlusnęła na jej twarz. Przez co makijaż zaczął spływać:
- Nienawidzę cię! Ty.. ty!
- Co się dzieje? - nauczyciel do nas podszedł:
- Oblała mnie wodą!
- To był wypadek! Ktoś mnie popchnął gdy chciałam się napić wychodząc do wyjścia! Ona się w tym momencie obróciła i teraz jest tego efekt!
- Za karę zostajesz po lekcjach! Będziesz pomagać woźnemu.. - nabazgrał coś szybko na jakieś kartce i wręczył mi ją... - jęknęłam i wyszłam. Czy ten dzień może być jeszcze gorszy? W tym momencie na korytarzu spotkałam Lizz z jakąś czerwonowłosą dziewczyną:
- Vicky! Tutaj jesteś! Poznaj proszę Arianę, moja przyjaciółkę. Ari to jest Victoria moja nowa przyjaciółka i współlokatorka...
- Hej...
- Co to? - zapytała Ariana, wskazując na kartkę:
- Muszę zostać po lekcjach...
- Za co?! - opowiedziałam im całe zdarzenie z żabą i wodą. Skierowałyśmy się w stronę klasy gdzie miałam następną lekcję. Zostałam pocieszona i obie zdeklarowały się mi pomóc jak tylko woźny przydzieli mi zadanie do wykonania. Pożegnałyśmy się, gdy zadzwonił dzwonek....
Po lekcjach ruszyłam na poszukiwania woźnego. Zadanie to wydawało mi się zaskakująco łatwe, jednak okazało się trudne. Nie było go w składziku, za szkoła i obeszłam już korytarze szkolne. W pewnym momencie wpadłam na niego przy sekretariacie:
- Dzień Dobry! Właśnie pana szukałam! - podałam mu kartkę. Mężczyzna mruknął coś pod nosem i pomaszerował przed siebie. Wzruszyłam ramionami i podreptałam za nim, niczym wierny pies. Wyciągnął ze składzika wiadro z wodą, dał m szmatę, szczotkę i mopa. I jeszcze jakiś płyn:
- Musisz wyczyścić salkę teatralną... - poinformował mnie i poszedł sobie zostawiając mnie sama z tym wszystkim. Napisałam szybkiego esemesa do Gillies gdzie jestem i co muszę zrobić. Minęła może chwila gdy zza zakrętu wyłonił się Ryan. Na mój widok takiej obładowanej, przystanął i zmierzył mnie wzrokiem od stóp do głów:
- Mam karę.. - odpowiedziałam na jego nieme pytanie:
- Masz stać i pozwać z tym wszystkim? - zapytał, uśmiechając się leniwie pod nosem:
- Póki nie przyjdą dziewczyny mi pomóc to wszystko zabrać, będę tu stać i ćwiczyć do najbliższego konkursu pod tytułem "Miss Mopa 2014" - odparłam. Rozśmieszyłam go:
- Z chęcią bym ci pomógł, ale śpieszy mi się trochę... - nie wiedząc co na to powiedzieć, uśmiechnęłam się tylko. Pomachał mi i poszedł przed siebie. Po chwili dziewczyny przyszły i zabrały ode mnie część tego wszystkiego:
- Chłopaki już na nas czekają.. - powiedziała Lizz:
- Kto?
- Avan, Matt i Leon. Za chwilę ich poznasz... - weszłyśmy do pomieszczenia, gdzie na scenie wygłupiała się trójka chłopaków. Gdy podeszłyśmy bliżej zaczęła się prezentacja:
- Chłopcy, poznajcie Victorię - wskazała na mnie - Vicky poznaj proszę od lewej jest Avan..
- Hejka..
- Potem jest Matt.. - chłopak w okularach posłał mi tylko przyjacielski uśmiech - .. a to Leon...
Sprzątaliśmy już od godziny i końca nie było widać. Myłam właśnie podłogę gdy usłyszałam jak Matt kłóci się z Arianą:
- Daj mi ten telefon! - krzyczała goniąc chłopaka. Oderwałam wzrok od podłogi, którą myłam i przyjrzałam się całemu zajściu:
- Nie!
- Daj mi!
- Niech się zastanowię.... Nie!
- Daj mi mówię! Której części "daj mi" nie rozumiesz?! - Matt przebiegał właśnie bok mnie, kiedy przez przypadek wystawiłam stopę, o którą się potknął. Czerwonowłosa posłała mi szeroki uśmiech i zabrała swój telefon. Puściłam jej perskie oko i wróciłam jak gdyby nic do szorowania podłogi:
- Co jest? Nie potrafimy przejść prostego odcinka drogi? - zaśmiał się Leon.:
- Tsaaa.... zwłaszcza, gdy ktoś podkłada ci nogi.. - poczułam na swoich plecach jego wzrok. Gdy skończyłam myć, odłożyłam wiaderko i usiadłam pod sceną. Reszta tak samo jak ja zrobiła sobie przerwę:
- Dzięki, że mi pomagacie...
- Nie ma sprawy. Od czego są przyjaciele... - nagle w pokoju rozbrzmiał dzwonek, dzwoniącej komórki:
- Och! Moja bunia dzwoni! - dziewczyna wskoczyła na scenę i przez przypadek strąciła wiaderko z brudną wodą, które zleciało na moją głowę. Spódniczka przykleiła mi się do nóg, a bluzka do klatki piersiowej:
- Dzięki! - wszyscy zaczęli się ze mnie śmiać. Przetarłam twarz dłońmi, ale to za wiele nie pomogło - I tak oto awansowałam z konkursu "Miss Mopa 2014" do "Miss mokrego podkoszulka 2014" - gdy Grande wróciła zaczęła mnie przepraszać. I wtedy odezwał sie Avan:
- Sorry, że zmieniam temat...
- Za co jestem ci dozgonnie wdzięczna... -przerwałam mu:
- ale nie lubię starszych pań....
- Czemu?- zdziwiłam się:
- Stoją pod blokiem godzinami, ale jak jedziesz z nimi autobusem to nawet pięciu minut nie ustoją!
- Coś w tym jest.. - mruknął Leon. Reszta tylko przytaknęła twierdząco. Postanowiliśmy wrócić do pracy i wrócić do domu.
***********************************************************************************
Rozdział pojawia się wcześniej, ponieważ jutro jadę na wakacje do babci na parę dni i nwm czy będę mieć tam internet :C A nawet jeśli to będę siedzieć na WIFI w telefonie i za bardzo nic nie napiszę:C
Dziękuję za wasze ostanie komentarze pod ostatnią notką :*
Kocham was!! <3
Marcela ;3
czwartek, 7 sierpnia 2014
Rozdział 5 - "Los Angeles"
Na lotnisku ja i moi przyjaciele trzymamy się mocno za ręce. Ciesząc się ostatnimi minutami naszego towarzystwa:
- Obiecuję, że jak tylko będę mogła od razu przylecę was odwiedzić!
- Będziemy się kontaktować codziennie! Od czego jest taki magiczny wynalazek zwany internetem? - Osrick posłał mi pocieszycielki uśmiech:
- A ten jak zwykle się musi wymądrzać.. - mruknęła Jane:
- Nie moja wina, że czasami jesteś strasznie tępa... - Jane kopnęła go w kostkę:
- Aua!
- Ojej! Widzicie! Znów mam ten tick nerwowy... - posłała nam przesłodzony uśmiech. Będzie brakować mi ich tego przekomarzania się. Nagle wywołali mój lot, przytuliłam każdego z nich i odwróciłam się do rodziców. Uściskałam ich mocno bez zbędnych słów pożegnania. Wszystko co mieliśmy sobie powiedzieć, powiedzieliśmy w domu. Skierowałam się w stronę stanowisk odprawy...
Lot opłynął mi zaskakująco szybko. Myślałam, że będę się nudzić ale większą cześć po prostu przespałam. Gdy wysiadłam z samolotu, odebrałam swoje bagaże i ruszyłam na poszukiwanie kogoś kto miał mnie odebrać z lotniska. Wiem, że przez przez ten czas będę mieszkać z państwem Gillies, którzy mają córkę w moim wieku i chodzi to tej samej szkoły, do której będę uczęszczać. W pewnym momencie mignęła mi dziewczyna z tabliczką, na której było wypisane moje nazwisko. Ruszyłam w jej stronę:
- Hej! Jestem Victoria Justice... - uśmiechnęłam się:
- Hej! Jestem Elizabeth Gillies, ale mów mi Lizz... - skierowałyśmy się w stronę wyjścia - Na początek mam dla ciebie dobrą wiadomość. Dom mamy dla siebie przez najbliższe dwa miesiace, bo moi rodzice wyjechali opiekować się ciotką która zachorowała. Pomyślałam, że możemy się zaprzyjaźnić! Przecież będziemy razem mieszkać i chodzić to tej samej szkoły...
- Myślę, że może być fajnie... - odparłam całkiem szczerze. Doszłyśmy do samochodu i zapakowałyśmy moje bagaże. Dziewczyna opowiedziała mi co nie co o szkole i nauczycielach. Wspomniała o swoich przyjaciołach, których miałam nie długo poznać. Słucham z zaciekawieniem tego co mówi Lizz, ale jednocześnie podziwiam widoki. Gdy skręcamy w aleję wysadzaną palmami, podziwiam olbrzymie, wykładane drewnem kolorowe budynki. Jestem ciekawa, czy w którymś z nich będę mieszkać. Tak jak myślałam, Lizz skręciła na jeden z podjazdów. Dom króluje na niedużym wzniesieniu i jest koloru pigwowo-żółtego. Duża weranda od frontu i drewniane belki, wszystko jak na jednym z amerykańskich filmów. Prosto z garażu przechodzimy do kuchni:
- Jesteś głodna?
- Nie bardzo...
- W takim razie, chodź pokażę ci twój pokój... - łapie za jedną z walizek i kieruje się w stronę schodów. Biorę moją drugą walizkę i idę za nią:
- Te drzwi prowadzą do łazienki.. - wskazuje na drzwi po lewej - te do sypialni rodziców -pokazuje kolejne drzwi - tu jest mój pokój - pokazuje kolejne drzwi tym razem po prawej - a tutaj jest twój.. - otwiera drzwi obok. Moim oczom ukazuje się doskonale urządzone wnętrze:
- Jaki śliczny!
- Zostawię cie teraz sama byś mogła się rozpakować i nacieszyć nowym pokojem. Będę obok u siebie... - mrugnęła i wyszła zostawiając mnie samą. Wyciągnęłam telefon i wysłałam esemesa rodzicom i przyjaciołom,że dotarłam bezpiecznie na miejsce.
Gdy tylko się rozpakowałam, wyszłam z pokoju i zapukałam do drzwi Lizz. Gdy usłyszałam "Wchodź" nacisnęłam klamkę i weszłam do środka:
- Częśc..
- Hej, już skończyłaś? - Lizz posłała ki szeroki uśmiech znad czytanego czasopisma:
- Aha i pomyślałam, że przyjdę pogadać...
- Chodź.. - poklepała miejsce obok siebie na łóżku. Podeszłam i położyłam się obok - Opowiedz cos o sobie... - poprosiła patrząc na mnie uważnie:
- Hmm.... od czego tu zacząć. W szkole byłam popularna, miałam swoja paczkę i nie dawno rozstałam się z chłopakiem bo przyłapałam go w łóżku z inną...
- Przynajmniej cię nie okradał...
- Co?
- Widzisz. Kilka miesięcy temu chodziłam z pewnym chłopakiem, który rzucił mnie nie podając powodu. Olśnił mnie tylko, że za każdym razem, gdy się bzykaliśmy to mnie okradał...
- Dużo się no wiesz... - zapytałam:
- Tak. Płaciłam za seks więcej niż arabski biznesman! -zachichotałam. Pogadałyśmy jeszcze kilka godzin, po czym wzięłam kąpiel i położyłam się spać.
***********************************************************************************
Wiem, że wyszło do dupy ale nie miałam pomysłu na ten rozdział :C
Mój mózg chyba postanowił zrobić sobie wolne :C
Postaram się by następny był dłuższy i o wiele dużo lepszy!
W zakładce "Bohaterowie" znajdziecie nową bohaterkę :)
Chcę podziękować za wasze ostatnie komentarze! <3
Kocham was!
Marcela ;3
- Obiecuję, że jak tylko będę mogła od razu przylecę was odwiedzić!
- Będziemy się kontaktować codziennie! Od czego jest taki magiczny wynalazek zwany internetem? - Osrick posłał mi pocieszycielki uśmiech:
- A ten jak zwykle się musi wymądrzać.. - mruknęła Jane:
- Nie moja wina, że czasami jesteś strasznie tępa... - Jane kopnęła go w kostkę:
- Aua!
- Ojej! Widzicie! Znów mam ten tick nerwowy... - posłała nam przesłodzony uśmiech. Będzie brakować mi ich tego przekomarzania się. Nagle wywołali mój lot, przytuliłam każdego z nich i odwróciłam się do rodziców. Uściskałam ich mocno bez zbędnych słów pożegnania. Wszystko co mieliśmy sobie powiedzieć, powiedzieliśmy w domu. Skierowałam się w stronę stanowisk odprawy...
Lot opłynął mi zaskakująco szybko. Myślałam, że będę się nudzić ale większą cześć po prostu przespałam. Gdy wysiadłam z samolotu, odebrałam swoje bagaże i ruszyłam na poszukiwanie kogoś kto miał mnie odebrać z lotniska. Wiem, że przez przez ten czas będę mieszkać z państwem Gillies, którzy mają córkę w moim wieku i chodzi to tej samej szkoły, do której będę uczęszczać. W pewnym momencie mignęła mi dziewczyna z tabliczką, na której było wypisane moje nazwisko. Ruszyłam w jej stronę:
- Hej! Jestem Victoria Justice... - uśmiechnęłam się:
- Hej! Jestem Elizabeth Gillies, ale mów mi Lizz... - skierowałyśmy się w stronę wyjścia - Na początek mam dla ciebie dobrą wiadomość. Dom mamy dla siebie przez najbliższe dwa miesiace, bo moi rodzice wyjechali opiekować się ciotką która zachorowała. Pomyślałam, że możemy się zaprzyjaźnić! Przecież będziemy razem mieszkać i chodzić to tej samej szkoły...
- Myślę, że może być fajnie... - odparłam całkiem szczerze. Doszłyśmy do samochodu i zapakowałyśmy moje bagaże. Dziewczyna opowiedziała mi co nie co o szkole i nauczycielach. Wspomniała o swoich przyjaciołach, których miałam nie długo poznać. Słucham z zaciekawieniem tego co mówi Lizz, ale jednocześnie podziwiam widoki. Gdy skręcamy w aleję wysadzaną palmami, podziwiam olbrzymie, wykładane drewnem kolorowe budynki. Jestem ciekawa, czy w którymś z nich będę mieszkać. Tak jak myślałam, Lizz skręciła na jeden z podjazdów. Dom króluje na niedużym wzniesieniu i jest koloru pigwowo-żółtego. Duża weranda od frontu i drewniane belki, wszystko jak na jednym z amerykańskich filmów. Prosto z garażu przechodzimy do kuchni:
- Jesteś głodna?
- Nie bardzo...
- W takim razie, chodź pokażę ci twój pokój... - łapie za jedną z walizek i kieruje się w stronę schodów. Biorę moją drugą walizkę i idę za nią:
- Te drzwi prowadzą do łazienki.. - wskazuje na drzwi po lewej - te do sypialni rodziców -pokazuje kolejne drzwi - tu jest mój pokój - pokazuje kolejne drzwi tym razem po prawej - a tutaj jest twój.. - otwiera drzwi obok. Moim oczom ukazuje się doskonale urządzone wnętrze:
- Jaki śliczny!
- Zostawię cie teraz sama byś mogła się rozpakować i nacieszyć nowym pokojem. Będę obok u siebie... - mrugnęła i wyszła zostawiając mnie samą. Wyciągnęłam telefon i wysłałam esemesa rodzicom i przyjaciołom,że dotarłam bezpiecznie na miejsce.
Gdy tylko się rozpakowałam, wyszłam z pokoju i zapukałam do drzwi Lizz. Gdy usłyszałam "Wchodź" nacisnęłam klamkę i weszłam do środka:
- Częśc..
- Hej, już skończyłaś? - Lizz posłała ki szeroki uśmiech znad czytanego czasopisma:
- Aha i pomyślałam, że przyjdę pogadać...
- Chodź.. - poklepała miejsce obok siebie na łóżku. Podeszłam i położyłam się obok - Opowiedz cos o sobie... - poprosiła patrząc na mnie uważnie:
- Hmm.... od czego tu zacząć. W szkole byłam popularna, miałam swoja paczkę i nie dawno rozstałam się z chłopakiem bo przyłapałam go w łóżku z inną...
- Przynajmniej cię nie okradał...
- Co?
- Widzisz. Kilka miesięcy temu chodziłam z pewnym chłopakiem, który rzucił mnie nie podając powodu. Olśnił mnie tylko, że za każdym razem, gdy się bzykaliśmy to mnie okradał...
- Dużo się no wiesz... - zapytałam:
- Tak. Płaciłam za seks więcej niż arabski biznesman! -zachichotałam. Pogadałyśmy jeszcze kilka godzin, po czym wzięłam kąpiel i położyłam się spać.
***********************************************************************************
Wiem, że wyszło do dupy ale nie miałam pomysłu na ten rozdział :C
Mój mózg chyba postanowił zrobić sobie wolne :C
Postaram się by następny był dłuższy i o wiele dużo lepszy!
W zakładce "Bohaterowie" znajdziecie nową bohaterkę :)
Chcę podziękować za wasze ostatnie komentarze! <3
Kocham was!
Marcela ;3
piątek, 18 lipca 2014
Rozdział 4 - "Szemrany Dupek"
~*~Kilka dni później~*~
Dzisiaj muszę podjąć decyzję o tym czy przyjmę stypendium. Moi przyjaciele cały czas namawiają mnie na to bym się zgodziła, a rodzice już przestali o tym gadać. Ten temat zakończyła moja mama, słowami: "Nie pozwolę byś zmarnowała taką szansę. Jeśli będzie trzeba to zaciągnę cie siłą do tego przeklętego samolotu!". I to by było na tyle. Chce czy nie, muszę się zgodzić. Chociaż plusem jest to, że nie będę musiała chodzić do szkoły ze swoim eks. Wiem, że jestem głupia! Powinnam się zgodzić, bo dzięki temu łatwiej znajdę sobie prace i w ogóle, a nie na to że nie będę oglądać chłopaka, który mnie rozdziewiczył, a teraz bzyka inne naiwne panienki. Ubrałam spódniczkę i bluzkę. Na nogi włożyłam czarne szpilki. Włosy rozczesałam i puściłam luźno na ramiona. Zrobiłam szybki makijaż i zeszłam do kuchni, gdzie mama szykowała śniadanie. Posłała mi szybki uśmiech, podała talerz z kanapkami i szklankę soku pomarańczowego. Usiadłam przy stole i zjadłam szybko. Gdy skończyłam, poszłam umyć zęby. Zabrałam torebkę i wyszłam z domu. Skierowałam się do szkoły. Na samym początku muszę pójść i powiedzieć, jaka podjęłam decyzję. A potem przetrwać resztę dnia, modląc się by nikt nie dowiedział się o moim stypendium. Nie chce patrzeć jak moi najwięksi wrogowie zaczynają tańczyć taniec szczęścia...
Gdy wybiła pora lunchu wszyscy zaczęli się na mnie lampić. Oczywiście informacja, którą tak bardzo chciałam utrzymać w tajemnicy musiała wypłynąć. Było to do przewidzenia, ale nadzieja matką głupich. Zajęłam swoje miejsce przy naszym stoliku w stołówce, śmiejąc się jednocześnie z naszych śmiesznych teorii na temat rozradowanej Claudii:
- Ona cieszy się, że mnie nie będzie! - wyrzuciłam teatralnie ręce w górę:
- Zbyt przewidywalne. Moim zdaniem porwali ją kosmici i wszczepili mózg! Na jej miejscu też bym się cieszyła! - Jane przewróciła oczami, znów się zaśmialiśmy:
- Ewentualnie zaliczyła szybki numerek... - wzięłam gryz jabłka i wzruszyłam ramionami:
- Chyba ze swoją ręką! - prychnął Thomas:
- Może się naćpała?
- Tabletkami antykoncepcyjnymi? - Osrick zrobił zamyśloną minę - Mało prawdopodobne...
- Czyli zostaje opcja z kosmitami... - spodziewałam się kolejnej salwy śmiechu, ale nie. Wszyscy wbili wzrok w punkt za moimi plecami. Nie musiałam się odwracać, by sprawdzić kto za mną stoi. Te perfumy, będą mnie prześladować do końca życia w moich najgorszych koszmarach:
- Vicky możemy porozmawiać? - nagle rozmowy w całej stołówce ucichły. Nawet nie było słychać bzyczenia latającej muchy. Wstałam i odwróciłam się do niego. Skrzyżowałam ręce na piersi i spojrzałam na niego obojętnie:
- Myślałam, że wszystko sobie wyjaśniliśmy, wtedy na parkingu...
- Jak widać, nie do końca... - powiedział tonem, nie znoszącym sprzeciwu. Jeśli myśli, że to na mnie działa to bardzo, ale to bardzo się myli:
- No to masz problem... - wyminęłam go, ale on złapał mnie za nadgarstek. Okręcił mną tak, że znalazłam się w jego ramionach. Otworzyłam delikatnie usta biorąc szybki wdech, po czym odepchnęłam go od siebie. Świetnie, jeszcze funduję darmową rozrywkę innym uczniom. Jeszcze tylko Claudii brakuje do kompletu:
- Dlaczego nie powiedziałaś mi o tym stypendium?
- To już chyba nie twój interes.... - posłałam mu lodowate spojrzenie:
- A gdybym prosił cie o to byś nie wyjeżdżała? Wiem, że wtedy na parkingu wyszedłem na fiuta, ale naprawdę nie chcę byś z mojego powodu.. - tego wszystkiego było za wiele. Wybuchnęłam śmiechem. Jaki on jest głupi! Myśli, że to z jego powodu? Niech ktoś to nakręci! Powstanie komedia roku! Widząc moja reakcję, spojrzał na mnie jakby wyrosła mi druga głowa:
- Ty myślisz, że zgodziłam się z twojego powodu? - spojrzałam na niego ubawiona:
- A tak nie jest?
- Co tu się dzieje?! - do stołówki wpadła Claudia. Już się tak nie uśmiechała. Nie ma to jak szybki przekaz plotek. Już ja zdążyli poinformować o całym zajściu:
- Twój chłopak myśli, że z jego powodu zgodziłam się przyjąć stypendium. - Odwróciłam się do niej i wyciągnęłam rękę - Jednak podziękowania muszę złożyć tobie. Dziękuję, że zaproponowałaś mnie dyrektorce. Gdyby nie ty, kto wie... może ja i Conor byśmy się zeszli? - kątek oka zobaczyłam jak Jane patrzy na mnie z otwartymi ustami. Nie powiedziałam im, że dzięki Claudii dostałam stypendium. Dla mnie to też był szok, jednak trzeba jej przyznać że skutecznie pozbywa się konkurencji. Chociażby nawet tej nieistniejącej:
- Ty... ty... mi dziękujesz?! - wytrzeszczyła oczy:
- Gdyby nie ty, nie uwolniłabym się od tego egoistycznego dupka.. - machnęłam w stronę Conora. Dziewczyna spojrzała na moją wyciągniętą rękę, po czym ja uścisnęła. Posłałam jej szczery uśmiech, który odwzajemniła:
- Niech mnie ktoś obudzi.. - usłyszałam mamrotanie Jane. Zachichotałam:
- Czyli.. to wszystko.. ty.. nie.. przeze... mnie... - chłopak zaczął się jąkać:
- Nie, dupku...
- Ale ja cie kocham! - powiedział zdesperowanym tonem:
- Co?! - krzyknęłam w tym samym momencie z Claudią:
- Cholera.. nawet mówią w tym samym momencie... - moja najlepsza przyjaciółka ukryła twarz w dłoniach. Dla mnie to też dziwne, ale patrząc na sytuację, która ma tu miejsce to całkiem zrozumiałe:
- Ty kochasz Claudie! - krzyknęłam:
- Właśnie! - odezwała się Montez:
- Ty naprawdę jesteś głupia, jeśli myślałaś że będę z tobą do końca życia. Nie chce dziewczyny, która bzyka się z moimi kumplami za moimi plecami. Po za tym, ile mogę wysłuchiwać o tym kto co ubiera?! - pokręciłam tylko głową. Wiedziałam, że Conora inteligencja leży w kroczu. Znaczy się doszłam do tego wniosku, gdy się rozstaliśmy ale nigdy nie przyszłoby mi na myśl, że zrobi scenę. Jaki normalny facet wyznaje swojej byłej miłość na oczach wszystkich? I to przy swojej aktualnej dziewczynie? Przy okazji ją obraża? Palant.
- To po co dobierałeś mi się do majtek i wyznawałeś miłość?! - wrzasnęła:
- To chyba normalne! Wiadomo, że żadnemu nie odmówisz! A ja zbieram, cholerne doświadczenie:
- Ty pierdolnięty, pojebany, dupku! Ty kutasie! - Chyba będę musiała zainwestować w lekarza. Moje uszy chyba doznały uszczerbku słysząc tyle przekleństw. Nigdy, bym nie pomyślała, że ta Blondynka może powiedzieć tyle przekleństw na raz:
- Jak mnie nazwałaś?!
- Całkowicie zgodzę się z Claudią. - położyłam jej dłoń na ramieniu - Ty jesteś pierdolniętym, pojebanym dupkiem..
- I kutasem.. - dopowiedziała dziewczyna. Uśmiechnęłam się słysząc z jej ust słowo "kutas". Trzeba przyznać, ze fajnie brzmiało:
- Potraktowałeś nas jak dmuchane lale. Tyle, że mnie dymałeś przez dziewięć miesięcy!
- Ja... nigdy...
- Weź się już zamknij.. - przerwałam jego jąkania - Powinnyśmy cię wykastrowac i zrobić sobie kołatki na drzwi z twoich jaj!
- To nie takie głupie, już od dawna twierdziłam że ta obecna jest jak ze średniowiecza... - wysyczała Blondynka:
- To jak Conor? Ściągniesz spodnie sam, czy mamy ci pomóc? - zapytałam uśmiechając się przy tym jak kot z Cheshire. Spojrzał na nas przerażony, po czym uciekł ze stołówki, żegnany salwą śmiechu. Przybiłam piątkę z Blondynką:
- Szkoda, że zgodziłaś się na to stypendium. - powiedziała, gdy śmiechy ustały - Nie bedę miała kogo dręczyć... - zachichotałam:
- Myślę, że szybko znajdziesz zastępstwo... - uśmiechnięta tylko skinęła głową, po czym poszła do stolika, przy którym siedzieli jej znajomi. Poszłam w jej ślady i także, usiadłam przy stoliku gdzie moi przyjaciele patrzyli na mnie z podziwem:
- Kastracja? - Thomas uśmiechnął się szeroko:
- Tak jakoś natchnienia dostałam... - wzruszyłam ramionami. Pogadaliśmy jeszcze chwilę, po czym udaliśmy się do klasy na następną lekcję....
***********************************************************************************
Chcę wam podziękować za wasze ostatnie komentarze, które mnie bardzo zmotywowały <3
Kocham was! :*
Marcela ;3
Dzisiaj muszę podjąć decyzję o tym czy przyjmę stypendium. Moi przyjaciele cały czas namawiają mnie na to bym się zgodziła, a rodzice już przestali o tym gadać. Ten temat zakończyła moja mama, słowami: "Nie pozwolę byś zmarnowała taką szansę. Jeśli będzie trzeba to zaciągnę cie siłą do tego przeklętego samolotu!". I to by było na tyle. Chce czy nie, muszę się zgodzić. Chociaż plusem jest to, że nie będę musiała chodzić do szkoły ze swoim eks. Wiem, że jestem głupia! Powinnam się zgodzić, bo dzięki temu łatwiej znajdę sobie prace i w ogóle, a nie na to że nie będę oglądać chłopaka, który mnie rozdziewiczył, a teraz bzyka inne naiwne panienki. Ubrałam spódniczkę i bluzkę. Na nogi włożyłam czarne szpilki. Włosy rozczesałam i puściłam luźno na ramiona. Zrobiłam szybki makijaż i zeszłam do kuchni, gdzie mama szykowała śniadanie. Posłała mi szybki uśmiech, podała talerz z kanapkami i szklankę soku pomarańczowego. Usiadłam przy stole i zjadłam szybko. Gdy skończyłam, poszłam umyć zęby. Zabrałam torebkę i wyszłam z domu. Skierowałam się do szkoły. Na samym początku muszę pójść i powiedzieć, jaka podjęłam decyzję. A potem przetrwać resztę dnia, modląc się by nikt nie dowiedział się o moim stypendium. Nie chce patrzeć jak moi najwięksi wrogowie zaczynają tańczyć taniec szczęścia...
Gdy wybiła pora lunchu wszyscy zaczęli się na mnie lampić. Oczywiście informacja, którą tak bardzo chciałam utrzymać w tajemnicy musiała wypłynąć. Było to do przewidzenia, ale nadzieja matką głupich. Zajęłam swoje miejsce przy naszym stoliku w stołówce, śmiejąc się jednocześnie z naszych śmiesznych teorii na temat rozradowanej Claudii:
- Ona cieszy się, że mnie nie będzie! - wyrzuciłam teatralnie ręce w górę:
- Zbyt przewidywalne. Moim zdaniem porwali ją kosmici i wszczepili mózg! Na jej miejscu też bym się cieszyła! - Jane przewróciła oczami, znów się zaśmialiśmy:
- Ewentualnie zaliczyła szybki numerek... - wzięłam gryz jabłka i wzruszyłam ramionami:
- Chyba ze swoją ręką! - prychnął Thomas:
- Może się naćpała?
- Tabletkami antykoncepcyjnymi? - Osrick zrobił zamyśloną minę - Mało prawdopodobne...
- Czyli zostaje opcja z kosmitami... - spodziewałam się kolejnej salwy śmiechu, ale nie. Wszyscy wbili wzrok w punkt za moimi plecami. Nie musiałam się odwracać, by sprawdzić kto za mną stoi. Te perfumy, będą mnie prześladować do końca życia w moich najgorszych koszmarach:
- Vicky możemy porozmawiać? - nagle rozmowy w całej stołówce ucichły. Nawet nie było słychać bzyczenia latającej muchy. Wstałam i odwróciłam się do niego. Skrzyżowałam ręce na piersi i spojrzałam na niego obojętnie:
- Myślałam, że wszystko sobie wyjaśniliśmy, wtedy na parkingu...
- Jak widać, nie do końca... - powiedział tonem, nie znoszącym sprzeciwu. Jeśli myśli, że to na mnie działa to bardzo, ale to bardzo się myli:
- No to masz problem... - wyminęłam go, ale on złapał mnie za nadgarstek. Okręcił mną tak, że znalazłam się w jego ramionach. Otworzyłam delikatnie usta biorąc szybki wdech, po czym odepchnęłam go od siebie. Świetnie, jeszcze funduję darmową rozrywkę innym uczniom. Jeszcze tylko Claudii brakuje do kompletu:
- Dlaczego nie powiedziałaś mi o tym stypendium?
- To już chyba nie twój interes.... - posłałam mu lodowate spojrzenie:
- A gdybym prosił cie o to byś nie wyjeżdżała? Wiem, że wtedy na parkingu wyszedłem na fiuta, ale naprawdę nie chcę byś z mojego powodu.. - tego wszystkiego było za wiele. Wybuchnęłam śmiechem. Jaki on jest głupi! Myśli, że to z jego powodu? Niech ktoś to nakręci! Powstanie komedia roku! Widząc moja reakcję, spojrzał na mnie jakby wyrosła mi druga głowa:
- Ty myślisz, że zgodziłam się z twojego powodu? - spojrzałam na niego ubawiona:
- A tak nie jest?
- Co tu się dzieje?! - do stołówki wpadła Claudia. Już się tak nie uśmiechała. Nie ma to jak szybki przekaz plotek. Już ja zdążyli poinformować o całym zajściu:
- Twój chłopak myśli, że z jego powodu zgodziłam się przyjąć stypendium. - Odwróciłam się do niej i wyciągnęłam rękę - Jednak podziękowania muszę złożyć tobie. Dziękuję, że zaproponowałaś mnie dyrektorce. Gdyby nie ty, kto wie... może ja i Conor byśmy się zeszli? - kątek oka zobaczyłam jak Jane patrzy na mnie z otwartymi ustami. Nie powiedziałam im, że dzięki Claudii dostałam stypendium. Dla mnie to też był szok, jednak trzeba jej przyznać że skutecznie pozbywa się konkurencji. Chociażby nawet tej nieistniejącej:
- Ty... ty... mi dziękujesz?! - wytrzeszczyła oczy:
- Gdyby nie ty, nie uwolniłabym się od tego egoistycznego dupka.. - machnęłam w stronę Conora. Dziewczyna spojrzała na moją wyciągniętą rękę, po czym ja uścisnęła. Posłałam jej szczery uśmiech, który odwzajemniła:
- Niech mnie ktoś obudzi.. - usłyszałam mamrotanie Jane. Zachichotałam:
- Czyli.. to wszystko.. ty.. nie.. przeze... mnie... - chłopak zaczął się jąkać:
- Nie, dupku...
- Ale ja cie kocham! - powiedział zdesperowanym tonem:
- Co?! - krzyknęłam w tym samym momencie z Claudią:
- Cholera.. nawet mówią w tym samym momencie... - moja najlepsza przyjaciółka ukryła twarz w dłoniach. Dla mnie to też dziwne, ale patrząc na sytuację, która ma tu miejsce to całkiem zrozumiałe:
- Ty kochasz Claudie! - krzyknęłam:
- Właśnie! - odezwała się Montez:
- Ty naprawdę jesteś głupia, jeśli myślałaś że będę z tobą do końca życia. Nie chce dziewczyny, która bzyka się z moimi kumplami za moimi plecami. Po za tym, ile mogę wysłuchiwać o tym kto co ubiera?! - pokręciłam tylko głową. Wiedziałam, że Conora inteligencja leży w kroczu. Znaczy się doszłam do tego wniosku, gdy się rozstaliśmy ale nigdy nie przyszłoby mi na myśl, że zrobi scenę. Jaki normalny facet wyznaje swojej byłej miłość na oczach wszystkich? I to przy swojej aktualnej dziewczynie? Przy okazji ją obraża? Palant.
- To po co dobierałeś mi się do majtek i wyznawałeś miłość?! - wrzasnęła:
- To chyba normalne! Wiadomo, że żadnemu nie odmówisz! A ja zbieram, cholerne doświadczenie:
- Ty pierdolnięty, pojebany, dupku! Ty kutasie! - Chyba będę musiała zainwestować w lekarza. Moje uszy chyba doznały uszczerbku słysząc tyle przekleństw. Nigdy, bym nie pomyślała, że ta Blondynka może powiedzieć tyle przekleństw na raz:
- Jak mnie nazwałaś?!
- Całkowicie zgodzę się z Claudią. - położyłam jej dłoń na ramieniu - Ty jesteś pierdolniętym, pojebanym dupkiem..
- I kutasem.. - dopowiedziała dziewczyna. Uśmiechnęłam się słysząc z jej ust słowo "kutas". Trzeba przyznać, ze fajnie brzmiało:
- Potraktowałeś nas jak dmuchane lale. Tyle, że mnie dymałeś przez dziewięć miesięcy!
- Ja... nigdy...
- Weź się już zamknij.. - przerwałam jego jąkania - Powinnyśmy cię wykastrowac i zrobić sobie kołatki na drzwi z twoich jaj!
- To nie takie głupie, już od dawna twierdziłam że ta obecna jest jak ze średniowiecza... - wysyczała Blondynka:
- To jak Conor? Ściągniesz spodnie sam, czy mamy ci pomóc? - zapytałam uśmiechając się przy tym jak kot z Cheshire. Spojrzał na nas przerażony, po czym uciekł ze stołówki, żegnany salwą śmiechu. Przybiłam piątkę z Blondynką:
- Szkoda, że zgodziłaś się na to stypendium. - powiedziała, gdy śmiechy ustały - Nie bedę miała kogo dręczyć... - zachichotałam:
- Myślę, że szybko znajdziesz zastępstwo... - uśmiechnięta tylko skinęła głową, po czym poszła do stolika, przy którym siedzieli jej znajomi. Poszłam w jej ślady i także, usiadłam przy stoliku gdzie moi przyjaciele patrzyli na mnie z podziwem:
- Kastracja? - Thomas uśmiechnął się szeroko:
- Tak jakoś natchnienia dostałam... - wzruszyłam ramionami. Pogadaliśmy jeszcze chwilę, po czym udaliśmy się do klasy na następną lekcję....
***********************************************************************************
Chcę wam podziękować za wasze ostatnie komentarze, które mnie bardzo zmotywowały <3
Kocham was! :*
Marcela ;3
niedziela, 13 lipca 2014
Rozdział 3 - "Telefon"
*Oczami Victorii*
Gdy Conor odsunął się ode mnie, obrzuciłam go obojętnym spojrzeniem. Żadne z nas się nie poruszyło. Cisza jaka zapanowała między nami nie była napięta. Wpatrywaliśmy się w siebie, po kilku minutach chłopak spojrzał w bok, po czym znów na mnie:
- Vicky, wiem, że zabrzmi to dziwnie i...
- Ciiii.... - położyłam mu mój palec wskazujący na ustach. Ta cała sytuacja jest chora i lepiej jak oczyszczę atmosferę tu i teraz - Powiem to tylko raz i nie zamierzam się powtarzać. Byliśmy razem, zdradziłeś mnie i nasz związek się rozleciał. Kiedy mi udaje się o tobie zapomnieć ty proponujesz mi podwózkę, pieprzysz coś o tym, że chcesz wciąż ze mną mieć przyjacielskie stosunki a potem całujesz! Ty cholerny idioto! Myślisz, że nie domyśliłam się, że skok w bok z Claudią nie był jednorazowy? Podejrzewam, że już od dawna były jakieś inne za moimi plecami. Ale teraz to bez znaczenia. Weź wreszcie się ode mnie odpierdol, bo przez ciebie tylko cierpię! - ostatnie zdanie prawie wykrzyczałam. Wymacałam klamkę i wysiadłam z samochodu, trzaskając drzwiami. Ruszyłam w stronę szkoły jednak po chwili, chłopak dogonił mnie i stanął przede mną:
- Cholera! Czy ty naprawdę nic nie rozumiesz?! Jestem młody i chce zebrać doświadczenie! Nie chcę utknąć z jedna dziewczyną przy boku i obudzić się za czterdzieści lat z tą sama dziewczyną, z którą pieprzyłem się w liceum!
- Ty dupku! Szkoda, że nie powiedziałeś mi tego dziewięć miesięcy temu!
- A czy to by coś zmieniło?!
- Tak! Nie stałabym tu teraz i kłóciła się z takim fiutem jak ty!
- Ty... - nie dokończył bo uderzyłam go w twarz, po czym odwróciłam się na pięcie i pobiegłam w stronę szkoły.
Reszta dnia zleciała mi już spokojniej.Opowiedziałam o wszystkim Jane, którą ledwo powstrzymałam przez zamordowaniem Conora. W pewnym momencie miałam wrażenie, że z ust pociekła jej piana. A może mi się wydawało? Mniejsza, z tym. Teraz siedzieliśmy całą paczką u mnie w pokoju i gadaliśmy o nadchodzącej imprezie u Katie:
- Kojarzycie Lucy Stone? Te blondynkę w okularach? - zapytał Os:
- Noooooo - odpowiedzieliśmy mu równocześnie:
- No bo ona chyba będzie na tej imprezie...
- Fascynujące! - Jane wyrzuciła ręce w górę:
- I zastanawiam się czy by wolała Osricka luzaka...- zrobił minę, która według niego sugerowała luzaka -... czy czadowego Osrcika? - spojrzał na nas. Zakryłam dłonią usta, by stłumić chichot:
- W tej koszuli? - Jane otaksowała go wzrokiem - To bez znaczenia!
- Nie pyskuj bo ci cycki nie urosną!
- Spierdalaj! - rzuciła w niego poduszką:
- Deska!
- Ja przynajmniej mogę zrobić silikony! Ty ze swoim małym nic nie zrobisz! - spojrzałam na Thomasa i dałam mu znak żebyśmy wyszli:
- Byliby znakomitą parą.. - uśmiechnęłam się na samą myśl:
- Można by obstawiać zakłady, kto kogo pierwszy zabije... - Thomas puścił mi perskie oko. Zaśmiałam się na sama myśl. Zeszliśmy do kuchni, gdzie znaleźliśmy paczkę chipsów. Mieliśmy już wracać do mojego pokoju, gdy zadzwonił telefon stacjonarny. Odebrałam:
- Halo?
- Dodzwoniłam się do domu Victorii Justice?
- Tak,przy telefonie...
- Mamy wspaniałą wiadomość! - poznałam głos naszej szkolnej sekretarki - Dostałaś stypendium i jedziesz na wymianę uczniowską! - ze zdziwienia otworzyłam usta i spojrzałam na Thomasa, który się zaniepokoił. To nie może być prawda...
***********************************************************************************
Rozdział wyszedł mi taki se, ale mam ostatnio mało czasu :/
Mam nadzieję, ze mi to wybaczacie :*
Kocham was! <3
Marcela ;3
Gdy Conor odsunął się ode mnie, obrzuciłam go obojętnym spojrzeniem. Żadne z nas się nie poruszyło. Cisza jaka zapanowała między nami nie była napięta. Wpatrywaliśmy się w siebie, po kilku minutach chłopak spojrzał w bok, po czym znów na mnie:
- Vicky, wiem, że zabrzmi to dziwnie i...
- Ciiii.... - położyłam mu mój palec wskazujący na ustach. Ta cała sytuacja jest chora i lepiej jak oczyszczę atmosferę tu i teraz - Powiem to tylko raz i nie zamierzam się powtarzać. Byliśmy razem, zdradziłeś mnie i nasz związek się rozleciał. Kiedy mi udaje się o tobie zapomnieć ty proponujesz mi podwózkę, pieprzysz coś o tym, że chcesz wciąż ze mną mieć przyjacielskie stosunki a potem całujesz! Ty cholerny idioto! Myślisz, że nie domyśliłam się, że skok w bok z Claudią nie był jednorazowy? Podejrzewam, że już od dawna były jakieś inne za moimi plecami. Ale teraz to bez znaczenia. Weź wreszcie się ode mnie odpierdol, bo przez ciebie tylko cierpię! - ostatnie zdanie prawie wykrzyczałam. Wymacałam klamkę i wysiadłam z samochodu, trzaskając drzwiami. Ruszyłam w stronę szkoły jednak po chwili, chłopak dogonił mnie i stanął przede mną:
- Cholera! Czy ty naprawdę nic nie rozumiesz?! Jestem młody i chce zebrać doświadczenie! Nie chcę utknąć z jedna dziewczyną przy boku i obudzić się za czterdzieści lat z tą sama dziewczyną, z którą pieprzyłem się w liceum!
- Ty dupku! Szkoda, że nie powiedziałeś mi tego dziewięć miesięcy temu!
- A czy to by coś zmieniło?!
- Tak! Nie stałabym tu teraz i kłóciła się z takim fiutem jak ty!
- Ty... - nie dokończył bo uderzyłam go w twarz, po czym odwróciłam się na pięcie i pobiegłam w stronę szkoły.
Reszta dnia zleciała mi już spokojniej.Opowiedziałam o wszystkim Jane, którą ledwo powstrzymałam przez zamordowaniem Conora. W pewnym momencie miałam wrażenie, że z ust pociekła jej piana. A może mi się wydawało? Mniejsza, z tym. Teraz siedzieliśmy całą paczką u mnie w pokoju i gadaliśmy o nadchodzącej imprezie u Katie:
- Kojarzycie Lucy Stone? Te blondynkę w okularach? - zapytał Os:
- Noooooo - odpowiedzieliśmy mu równocześnie:
- No bo ona chyba będzie na tej imprezie...
- Fascynujące! - Jane wyrzuciła ręce w górę:
- I zastanawiam się czy by wolała Osricka luzaka...- zrobił minę, która według niego sugerowała luzaka -... czy czadowego Osrcika? - spojrzał na nas. Zakryłam dłonią usta, by stłumić chichot:
- W tej koszuli? - Jane otaksowała go wzrokiem - To bez znaczenia!
- Nie pyskuj bo ci cycki nie urosną!
- Spierdalaj! - rzuciła w niego poduszką:
- Deska!
- Ja przynajmniej mogę zrobić silikony! Ty ze swoim małym nic nie zrobisz! - spojrzałam na Thomasa i dałam mu znak żebyśmy wyszli:
- Byliby znakomitą parą.. - uśmiechnęłam się na samą myśl:
- Można by obstawiać zakłady, kto kogo pierwszy zabije... - Thomas puścił mi perskie oko. Zaśmiałam się na sama myśl. Zeszliśmy do kuchni, gdzie znaleźliśmy paczkę chipsów. Mieliśmy już wracać do mojego pokoju, gdy zadzwonił telefon stacjonarny. Odebrałam:
- Halo?
- Dodzwoniłam się do domu Victorii Justice?
- Tak,przy telefonie...
- Mamy wspaniałą wiadomość! - poznałam głos naszej szkolnej sekretarki - Dostałaś stypendium i jedziesz na wymianę uczniowską! - ze zdziwienia otworzyłam usta i spojrzałam na Thomasa, który się zaniepokoił. To nie może być prawda...
***********************************************************************************
Rozdział wyszedł mi taki se, ale mam ostatnio mało czasu :/
Mam nadzieję, ze mi to wybaczacie :*
Kocham was! <3
Marcela ;3
niedziela, 6 lipca 2014
Rozdział 2 - "Wymiana uczniowska"
~*~ Kilka dni później.....~*~
Obudziłam się dzisiaj w wyśmienitym humorze. Gdy poukładałam sobie wszytko w głowie, mój nastrój znacznie się polepszył. Nigdy nie należałam do ludzi, którzy długo tłamsili w sobie smutek. Od dziecka byłam osobą optymistycznie nastawioną do świata. Odrzuciłam kołdrę i poszłam do łazienki, gdzie zrobiłam poranną toaletę. Gdy wróciłam do pokoju, wyciągnęłam pierwsze lepsze ciuchy z szafy - białą bluzkę i krótkie spodenki. Na nogi założyłam moje czarne trampki. Włosy rozczesałam grzebieniem i związałam w wysokiego kucyka. Wytuszowałam rzęsy i pomalowałam usta błyszczykiem. Ubrana zbiegłam do kuchni gdzie reszta domowników siedziała już przy stole i jadła śniadanie:
- Hej! - przywitałam się, siadając do stołu. Nasypałam sobie płatków do miski i zalałam je mlekiem. Rzadko kiedy rozmawiałam o czymkolwiek z rodzicami przy śniadaniu. Zazwyczaj każdy z nas pogrąża się we własnych myślach i je swoje śniadanie. Gdy skończyłam pożerać płatki, pobiegłam do łazienki. Umyłam zęby i wstąpiłam do swojego pokoju i zabrałam plecak. Wyciągnęłam z niego mój zeszyt od fizyki, jednocześnie wychodząc z domu. Szłam spokojnym spacerkiem w stronę szkoły powtarzając na sprawdzian z fizyki. Usłyszałam za swoimi plecami, jak jakiś kierowca trąbi. Jako, że jestem ciekawa, odwróciłam się i szybko tego pożałowałam. To na mnie trąbił kierowca czerwonego kabrioletu. A za kierownicą siedział nikt inny jak Conor. Odwróciłam głowę i wróciłam do powtarzania swoich notatek. Auto zrównało się ze mną i usłyszałam głos, który tak bardzo pragnę zapomnieć:
- Vicky, wsiadaj podrzucę cię!
- Przejdę się! - odburknęłam. Czy on myśli, że podwiezie mnie do szkoły i wszystko będzie dobrze? Gówno! Dlaczego nie podwiezie swojej cizi?
- Hej! Chce z tobą porozmawiać i oddać twoje rzeczy! - zatrzymałam się gwałtownie i spojrzałam na niego. A ty idiotko miałaś nadzieje, że chce cię szczerze przeprosić. Wsiadłam to tego przeklętego samochodu i skrzyżowałam ręce na piersi. Robię to tylko po to, by odzyskać kilka swoich ciuchów. Conor spojrzał na mnie z uśmiechem błąkającym się na ustach. Poczułam nagła ochotę by uderzyć go w twarz i zetrzeć mu ten uśmieszek. Sięgnął do kieszeni i podał mi naszyjnik:
- Wszędzie go szukałam.... - wymamrotałam:
- Zostawiłaś go na stoliku nocnym...
- Tak, teraz już sobie przypomniałam... - patrzyłam przed siebie. Jedyne o czym teraz marzyłam to dotarcie do szkoły bym mogła wysiąść:
- Vicky wiem, że masz do mnie żal o to wszystko ale nie planowałem...
- Nie chce tego słuchać....
- Nie rozumiesz. Chcę byśmy mogli się kumplować...
- Co? - spojrzałam na niego jak na idiotę. On myśli, że po tym wszystkim będę mogła traktować go jak kolegę? To jest jakiś żart...
- Po prostu nie chcę zrywać z tobą znajomości. Nadal możemy się kolegować. Napić się na imprezie razem piwa.. - piwem to ja ci mogę chlusnąć w twarz, jaki on jest głupi -... i wiedz, że jak będziesz potrzebowała pomocy to zawsze ci pomogę... - zamknęłam oczy. W tym momencie chciałam mu wszystko wykrzyczeć, zwłaszcza to że mam w dupie jego pomoc. I wolałabym umrzeć niż prosić go o cokolwiek. Wzięłam głęboki oddech:
- Chcesz mieć ze mną przyjacielskie stosunki, okey. Ale to wszystko na co możesz liczyć...
-Ja nadal do ciebie coś czuję... -wyznał. Przygryzłam wargę by stłumić jęk. To wszystko robiło się coraz bardziej pokręcone. Podjechaliśmy pod szkołę. Odetchnęłam z ulgą:
- Dzięki za podwózkę... - wymamrotałam:
- Vicky... -odwróciłam się i nim zdążyłam cokolwiek zrobić, jego usta znalazły się na moich....
*Oczami Claudii*
Razem z dziewczynami skierowałam się na parking. Conor przysłał mi rano esemesa, że nie podjedzie po mnie bo ma sprawę do załatwienia. Dostrzegłam kabriolet, ruszyłyśmy w jego stronę. W połowie drogi zatrzymałam się z otwartymi ustami. Conor i ta zdzira całowali się w jego samochodzie. To taką sprawę miał do załatwienia - pomyślałam. Zrobiłam krok w ich stronę, jednak poczułam czyjąś rękę na ramieniu:
- Nie rób sceny. Wycofajmy się póki nas nie zobaczyli... - zaklęłam siarczyście pod nosem, jednak posłuchałam. Wycofałyśmy się i weszłyśmy do szkoły. Wtedy rzucił mi się w oczy kolorowy plakat, przyklejony na ścianie. Podeszłam do niego i szybko przeczytałam. Odwróciłam się do dziewczyn:
- Dziewczęta, chyba czeka nas wizyta u pani dyrektor...
- Co? Po co?
- Musimy komuś załatwić wylot z tej szkoły w jedną stronę.... - razem z dziewczynami poszłam do gabinetu dyry. One zostały pod drzwiami, a ja weszłam do sekretariatu:
- Dzień dobry, pani Jones.... - przywitałam się - .. jest może pani dyrektor?
- Jest teraz sama., możesz wejść.
- Dziękuję... - zapukałam do drzwi i nacisnęłam klamkę i weszłam do środka:
- Claudia! Dziecko coś ci się stało?
- Nie proszę pani. Jestem w sprawie wymiany uczniowskiej.. - machnęłam ręka obojętnie:
- Och, siadaj... - kobieta wskazała ręką na krzesło na przeciw jej biurka. Usiadłam posłusznie i uśmiechnęłam się do niej słodko:
- W mojej klasie jest bardzo zdolna dziewczyna. Pomyślałam, że ta wymiana uczniowska będzie dla niej czymś wspaniałym!
- A jak się nazywa? - zapytała:
- Victoria Justice...
- Tak, wiem już która. Bardzo zdolne dziecko, zastanawiałam się nad nią ale...
- Nikt bardziej nie nadaje się na tą wymianę, niż Victoria! Niech pani to przemyśli...
- No dobrze, zmykaj na lekcje... - wyszłam z gabinetu. Teraz muszę czekać tylko na ogłoszenie tego, kto jedzie. Dziewczyny spojrzały na mnie wyczekująco, uśmiechnęłam się do nich tylko i poszłyśmy do klasy....
***********************************************************************************
Obudziłam się dzisiaj w wyśmienitym humorze. Gdy poukładałam sobie wszytko w głowie, mój nastrój znacznie się polepszył. Nigdy nie należałam do ludzi, którzy długo tłamsili w sobie smutek. Od dziecka byłam osobą optymistycznie nastawioną do świata. Odrzuciłam kołdrę i poszłam do łazienki, gdzie zrobiłam poranną toaletę. Gdy wróciłam do pokoju, wyciągnęłam pierwsze lepsze ciuchy z szafy - białą bluzkę i krótkie spodenki. Na nogi założyłam moje czarne trampki. Włosy rozczesałam grzebieniem i związałam w wysokiego kucyka. Wytuszowałam rzęsy i pomalowałam usta błyszczykiem. Ubrana zbiegłam do kuchni gdzie reszta domowników siedziała już przy stole i jadła śniadanie:
- Hej! - przywitałam się, siadając do stołu. Nasypałam sobie płatków do miski i zalałam je mlekiem. Rzadko kiedy rozmawiałam o czymkolwiek z rodzicami przy śniadaniu. Zazwyczaj każdy z nas pogrąża się we własnych myślach i je swoje śniadanie. Gdy skończyłam pożerać płatki, pobiegłam do łazienki. Umyłam zęby i wstąpiłam do swojego pokoju i zabrałam plecak. Wyciągnęłam z niego mój zeszyt od fizyki, jednocześnie wychodząc z domu. Szłam spokojnym spacerkiem w stronę szkoły powtarzając na sprawdzian z fizyki. Usłyszałam za swoimi plecami, jak jakiś kierowca trąbi. Jako, że jestem ciekawa, odwróciłam się i szybko tego pożałowałam. To na mnie trąbił kierowca czerwonego kabrioletu. A za kierownicą siedział nikt inny jak Conor. Odwróciłam głowę i wróciłam do powtarzania swoich notatek. Auto zrównało się ze mną i usłyszałam głos, który tak bardzo pragnę zapomnieć:
- Vicky, wsiadaj podrzucę cię!
- Przejdę się! - odburknęłam. Czy on myśli, że podwiezie mnie do szkoły i wszystko będzie dobrze? Gówno! Dlaczego nie podwiezie swojej cizi?
- Hej! Chce z tobą porozmawiać i oddać twoje rzeczy! - zatrzymałam się gwałtownie i spojrzałam na niego. A ty idiotko miałaś nadzieje, że chce cię szczerze przeprosić. Wsiadłam to tego przeklętego samochodu i skrzyżowałam ręce na piersi. Robię to tylko po to, by odzyskać kilka swoich ciuchów. Conor spojrzał na mnie z uśmiechem błąkającym się na ustach. Poczułam nagła ochotę by uderzyć go w twarz i zetrzeć mu ten uśmieszek. Sięgnął do kieszeni i podał mi naszyjnik:
- Wszędzie go szukałam.... - wymamrotałam:
- Zostawiłaś go na stoliku nocnym...
- Tak, teraz już sobie przypomniałam... - patrzyłam przed siebie. Jedyne o czym teraz marzyłam to dotarcie do szkoły bym mogła wysiąść:
- Vicky wiem, że masz do mnie żal o to wszystko ale nie planowałem...
- Nie chce tego słuchać....
- Nie rozumiesz. Chcę byśmy mogli się kumplować...
- Co? - spojrzałam na niego jak na idiotę. On myśli, że po tym wszystkim będę mogła traktować go jak kolegę? To jest jakiś żart...
- Po prostu nie chcę zrywać z tobą znajomości. Nadal możemy się kolegować. Napić się na imprezie razem piwa.. - piwem to ja ci mogę chlusnąć w twarz, jaki on jest głupi -... i wiedz, że jak będziesz potrzebowała pomocy to zawsze ci pomogę... - zamknęłam oczy. W tym momencie chciałam mu wszystko wykrzyczeć, zwłaszcza to że mam w dupie jego pomoc. I wolałabym umrzeć niż prosić go o cokolwiek. Wzięłam głęboki oddech:
- Chcesz mieć ze mną przyjacielskie stosunki, okey. Ale to wszystko na co możesz liczyć...
-Ja nadal do ciebie coś czuję... -wyznał. Przygryzłam wargę by stłumić jęk. To wszystko robiło się coraz bardziej pokręcone. Podjechaliśmy pod szkołę. Odetchnęłam z ulgą:
- Dzięki za podwózkę... - wymamrotałam:
- Vicky... -odwróciłam się i nim zdążyłam cokolwiek zrobić, jego usta znalazły się na moich....
*Oczami Claudii*
Razem z dziewczynami skierowałam się na parking. Conor przysłał mi rano esemesa, że nie podjedzie po mnie bo ma sprawę do załatwienia. Dostrzegłam kabriolet, ruszyłyśmy w jego stronę. W połowie drogi zatrzymałam się z otwartymi ustami. Conor i ta zdzira całowali się w jego samochodzie. To taką sprawę miał do załatwienia - pomyślałam. Zrobiłam krok w ich stronę, jednak poczułam czyjąś rękę na ramieniu:
- Nie rób sceny. Wycofajmy się póki nas nie zobaczyli... - zaklęłam siarczyście pod nosem, jednak posłuchałam. Wycofałyśmy się i weszłyśmy do szkoły. Wtedy rzucił mi się w oczy kolorowy plakat, przyklejony na ścianie. Podeszłam do niego i szybko przeczytałam. Odwróciłam się do dziewczyn:
- Dziewczęta, chyba czeka nas wizyta u pani dyrektor...
- Co? Po co?
- Musimy komuś załatwić wylot z tej szkoły w jedną stronę.... - razem z dziewczynami poszłam do gabinetu dyry. One zostały pod drzwiami, a ja weszłam do sekretariatu:
- Dzień dobry, pani Jones.... - przywitałam się - .. jest może pani dyrektor?
- Jest teraz sama., możesz wejść.
- Dziękuję... - zapukałam do drzwi i nacisnęłam klamkę i weszłam do środka:
- Claudia! Dziecko coś ci się stało?
- Nie proszę pani. Jestem w sprawie wymiany uczniowskiej.. - machnęłam ręka obojętnie:
- Och, siadaj... - kobieta wskazała ręką na krzesło na przeciw jej biurka. Usiadłam posłusznie i uśmiechnęłam się do niej słodko:
- W mojej klasie jest bardzo zdolna dziewczyna. Pomyślałam, że ta wymiana uczniowska będzie dla niej czymś wspaniałym!
- A jak się nazywa? - zapytała:
- Victoria Justice...
- Tak, wiem już która. Bardzo zdolne dziecko, zastanawiałam się nad nią ale...
- Nikt bardziej nie nadaje się na tą wymianę, niż Victoria! Niech pani to przemyśli...
- No dobrze, zmykaj na lekcje... - wyszłam z gabinetu. Teraz muszę czekać tylko na ogłoszenie tego, kto jedzie. Dziewczyny spojrzały na mnie wyczekująco, uśmiechnęłam się do nich tylko i poszłyśmy do klasy....
***********************************************************************************
Subskrybuj:
Posty (Atom)




